Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kosmetyki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kosmetyki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 września 2016

Olejek do demakijażu od Resibo, czyli jak zmyć makijaż

Witajcie Kochani!

Odpowiedź na pytanie jak zmyć makijaż jest chyba dosyć prosta, ale jeśli zapytamy jak dokładnie zmyć makijaż i przede wszystkim czym to już nie mamy jednej prostej recepty. Jedno jest pewne zmycie makijażu musi, ale to musi być dokładne! Co z tego jeśli nałożymy żel do mycia twarzy czy mleczko na skórę, zmyjemy wodą, a jeśli później przetrzemy wacikiem, są na nim dalej ślady podkładu? Dobrze jeśli w ogóle to zauważymy, możemy zawsze wtedy domyć skórę płynem micelarnym. Jeśli nie, cała dalsza pielęgnacja skóry, czyli serum, krem, nie ma sensu. Jeśli na skórze są resztki podkładu, żaden krem nie zadziała tak jak powinien.



Zatem co zrobić żeby dobroczynne składniki kremu mogły zadziałać. Korzystając z zasad chemii, że podobne rozpuszcza się w podobnym, tłuste składniki podkładu, pudru, tuszu do rzęs najłatwiej zmyją się poprzez rozpuszczenie ich w oleju. Może to być czysty, pojedynczy olej, albo już gotowy kosmetyk, który dostarczy nam substancji odżywczych z wielu olejów jednocześnie.



Takim kosmetykiem jest olejek do demakijażu firmy Resibo. Zakupiłam go jakiś czas temu skuszona pozytywnymi opiniami nie tylko w internecie, ale także opiniami znajomych. Olejek ma bardzo przyjemny, słodko-cytrusowy zapach, mi kojarzy się ze świątecznym piernikiem. Jest go całkiem sporo bo 150 ml, a cena to 49 zł. Niby nie mało, ale jak na tę jakość to uważam, że nie tak dużo. Zwłaszcza, że skład jest bardzo bogaty, a po użyciu skóra jest miękka jak u niemowlaka. Doskonale rozpuszcza makijaż, a zmywa się go za pomocą dołączonego do olejku mini ręczniczka, który skłania do korzystania z kosmetyku słynną metodą OCM (Oil Cleansing Method), o której nie będę się rozwodzić. 



Sposob użycia to nic innego jak nałożenie olejku na skórę, wmasowanie i zmycie za pomocą dołączonej ściereczki. Możemy tak zmywać również makijaż oczu. Co prawda ja jakoś za tym nie przepadam, nie lubię tłuścić aż tak bardzo okolicy oczu, ponieważ zazwyczaj później mimo zmycia olejku wodą łzawią mi oczy. Zmywam je na początku mleczkiem, albo płynem micelarnym. 



W składzie znajdziemy olej lniany, z pestek winogron, abisyński, z awokado, manuka. Oprócz olejów tylko i wyłącznie witamina E oraz substancje zapachowe. Więcej o każdym z oleju przeczytacie w zakładce składniki, poniżej lista z opakowania.

INCI: Linum Usitatissimum Seed Oil, Vitis Vinifera Seed Oil, Crambe Abyssinica Seed Oil, Persea Gratissima Oil, Tocopherol, Leptospermum Scoparium Branch/Leaf Oil, Parfum, Limonene.



Ogromnym plusem są też opakowania, których nie wyrzuca się jak zwykły kartonik. Aż żal nie znaleźć im zastosowania. Moje opakowanie wygląda tak:



Miłego wieczoru!

Ola

wtorek, 13 września 2016

Masaż twarzy w domowym zaciszu z olejkiem Alterra granat BIO

Dobry wieczór!

Czy wiecie jak w bardzo szybki sposób, przy niewielkim nakładzie pieniędzy można poprawić wygląd skóry tak żeby na drugi dzień wyglądała na młodszą, o jednolitym kolorze i tak jakbyśmy spali trzy godziny dłużej? Już Wam mówię! Możemy wieczorem zrobić sobie masaż twarzy, a rano wyglądać znakomicie. Oczywiście nie chodzi mi o zwykłe wtarcie serum czy kremu, ale o porządny półgodzinny masaż, który złuszczy naskórek, poprawi krążenie i sprawi, że skóra jest bardziej napięta. Podobno Azjatki robią sobie wieczorami taki masaż, który aż boli, a mięśnie na policzkach tak podnoszą do góry, ze prawie wciskają je do oczu. Nie wiem ile w tym prawdy, ale na pewno mają one piękne cery i długo nie wiedzą co to zmarszczki. Tak wiem, kto niby potrafi zrobić sobie sam profesjonalny masaż w domu oprócz kosmetologa? Nie ma co się zniechęcać, jest cała masa filmików na youtube, a jeśli nie będziemy w tym perfekcyjni to nic się nie stanie. Najważniejsze żeby nie tylko głaskać buzię, ale też mocniej przycisnąć mięśnie, rozprostować zmarszczki i użyć do tego odpowiedniego kosmetyku.



Tutaj możliwości jest bardzo wiele. Najlepiej masaż wykonywać na czymś tłustym, jakimś oleju, a jeśli chcemy wypróbować czegoś co w składzie ma kilka olejów bogatych w różne składniki odżywcze to na początek najlepszym wyborem będzie olejek do twarzy z granatem od Alterry. Ta niewielka buteleczka kryje w sobie naprawdę wielką moc i jak większość kosmetyków naturalnych może mieć wiele zastosowań, ale o tym później. Po użyciu skóra jest miękka, gładka, elastyczna napięta. Długotrwałe, czy może prędzej systematyczne stosowanie sprawi, że skóra będzie w lepszej kondycji, nawet wizualnej, bo zobaczcie, że jest bardziej wypoczęta, świeża, rozpromieniona. Jeśli chodzi o zapach to standardowy jak dla wszystkich kosmetyków z "granatowej" linii.



Inne zastosowania o których wspomniałam to po prostu regeneracja skóry, zwłaszcza tej suchej. Osiągniemy to po prostu przez posmarowanie. Jeśli mamy problem z suchymi dłońmi, kropla olejku bardzo szybko się wchłonie. Gdyby opakowanie było większe można byłoby smarować nim całe ciało :) Suche końce włosów polubią się z tym olejkiem i jak najbardziej możemy zrobić na nim demakijaż.



Jeśli chodzi o skład to mamy tutaj do czynienia z olejem sojowym bogatym w fitohormony, które mają działanie odmładzające, olejem z pestek granatu- silnym przeciwutleniaczem i regeneratorem, olejem migdałowym bogatym w witaminy i nienasycone kwasy tłuszczowe oraz słonecznikowym wzmacniającym barierę naskórkową i właściwościach przeciwzapalnych. Oprócz tego witamina E, kompozycja zapachowa pochodząca z naturalnych olejków eterycznych, a także dodekan (INCI Dodecane), który jest roślinną substancją zapachową, dopuszczoną do użytku w kosmetykach, ale sam stężony po spożyciu może wywołać wiele niepożądanych reakcji (PubChem). Pewnie po wypiciu całej butelki tego olejku nic by się nikomu nie stało, ale myślę, że bez tego składnika byłby to nadal świetny produkt o takich samych właściwościach.

Skład poniżej, więcej w zakładce składniki. Cena to 11 zł za 30 ml w Rossmanie bez promocji.

INCI: Glycine Soja Oil*, Punica Granatum Seed Oil*, Prunus Amygdalus Dulcis Oil*, Dodecane, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil, Parfum**, Linalool**, Limonene**, Geraniol**, Citral**, Citronellol**, Farnesol**.
*z rolnictwa ekologicznego.
**składniki naturalnych olejków eterycznych.



Dzisiaj już nie namawiam do szukania sposobu jak zrobić masaż twarzy, ale macie zadanie na jutrzejszy wieczór, żeby poświęcić chwilę swojej skórze i dać jej odrobinę odpoczynku. Rano na pewno będzie Wam wdzięczna!

Dobrej nocy Kochani!

Ola

niedziela, 11 września 2016

Biolaven płyn micelarny z lawendą i winogronami

Dzień dobry!

Lato dalej nie odpuszcza i pozwala nam na spędzenie jeszcze kilku chwil w wakacyjnym nastroju. Nie wiem jak Was, ale mnie cieszy to ogromnie i obyśmy jak najdłużej mogli cieszyć się urokami słońca.



W międzyczasie zajmę Wam kilka chwil na przeanalizowanie płynu micelarnego od marki Biolaven. Jest to kosmetyk o zapachu takim samym jak reszta z tej linii. Zapakowany w przyjemne dla oka białe i fioletowe kolory z pewnością umili niejednej z Was demakijaż. Doskonale oczyszcza skórę, makijaż zmywa bezbłędnie tak, ze waciki są zupełnie czyste. Co ciekawe całkiem nieźle radzi sobie z moim wodoodpornym tuszem MaxFactora. Trochę się namęczyłam i natarłam oczy, ale kilka wacików później tusz był zmyty, a oczy nie piekły. To samo jest z trwałym pomadkami. Dzięki pantenolowi i oleju z pestek winogron płyn łagodzi i koi podrażnienia, nawilża i regeneruje suchą skórę. Nadaje się do cery wrażliwej. Olejek eteryczny z lawendy (o której możecie przeczytać tutaj) ma właściwości odświeżające i konserwujące, a zatem przedłuża trwałość kosmetyku, pełni w nim rolę konserwantu. Cudowny lawendowy zapach na pewno przywoła myśli o słonecznych wakacjach.



Ostatnio miałam przyjemność używania innego płynu micelarnego od Sylveco, o którym przeczytacie tutaj. Zapytana czy ten jest lepszy od lipowego odpowiedziałam, że właściwie nie ma za bardzo różnicy. Największa jest chyba w zapachu, który o niebo lepszy jest w kosmetyku Biolaven.



Skład, jak najbardziej godny naszych skór, podaję poniżej. Więcej w zakładce składniki.

INCI: Aqua, Coco-glucoside*, Glycerin*, Panthenol, Vitis Vinifera Seed Oil*, Lactic Acid*, Sodium Lactate, Benzyl Alcohol, Lavandula Angustifolia Oil*, Dehydroacetic Acid, Silica, Parfum.
*składnik pochodzenia naturalnego

Cena to około 17zł za 200ml.

Miłego dnia Kochani!

Ola

sobota, 10 września 2016

Sylveco łagodzący krem pod oczy

Witajcie!

Niestety wczoraj zaszwankował internet, ale co się odwlecze to nie uciecze i o kolejnym kosmetyku możecie przeczytać dzisiaj. Zgodnie z zapowiedzią na Instagramie (@ekokosmetologia) chciałabym podzielić się z Wami analizą i recenzją łagodzącego kremu pod oczy od naszej polskiej marki Sylveco. Już na samym początku napiszę, że jest to bezdyskusyjnie świetny produkt i na pewno nie zawiedzie żadnej z Was. Po co więc pisać dalej? A to dlatego, że znalazłam dla niego jeszcze inne zastosowanie, może niezbyt odkrywcze, ale o tym później.



Jak jest napisane na opakowaniu kremik chroni delikatną skórę, zmniejsza cienie, poprawia sprężystość. Przeznaczony jest do codziennej pielęgnacji wrażliwej skóry wokół oczu. Tu od razu napiszę o jego zalecie, nie ma obaw jeśli nałożymy go za dużo lub za blisko oka- nic nie piecze, oczy nie łzawią, nie trzeba biec do łazienki i ponownie myć buzi. Nie wiem czy Wam się kiedykolwiek coś takiego zdarzyło, ale ja miałam takie przypadki często. Może moje oczy są wrażliwe na różne dziwne rzeczy. Chyba dużą rolę odgrywa tutaj konsystencja- krem po prostu nie płynie po nałożeniu na skórę, tylko w tym miejscu gdzie jest elegancko się wchłania. Skóra jest miękka, gładka, spojrzenie wypoczęte, co jest zasługą świetlika łąkowego. Chaber bławatek ma właściwości przeciwzapalne i antybakteryjne oraz pomaga łagodzić wszelkie skórne podrażnienia.



Wspomniałam na początku o innym zastosowaniu. Z racji tego, że jak na krem pod oczy opakowanie jest bardzo duże (30 ml), koszt około 30 zł, a musimy je zużyć w ciągu 6 miesięcy i szkoda wyrzucać to co zostanie, ja używałam tego kremu na całą buzię. Po nałożeniu tego kremu na noc skóra jest nieziemsko miękka i nawilżona. Mówi się, że kremy pod oczy zazwyczaj mają mniej bogate składy od kremów przeznaczonych do reszty skóry, aby nie obciążać zbytnio wrażliwej skóry wokół oczu, ale ten krem ma tak bogate wnętrze, że niejeden kosmetyk mógłby mu pozazdrościć.


Skład jest w pełni naturalny, oprócz składników olejowych i wyciągów roślinnych na działanie kremu ma wpływ też skwalan (INCI Squalane), który jest najczęściej pozyskiwany z oliwek i ma działanie antyoksydacyjne, zapewnia prawidłowe nawilżenie, miękkość, elastyczność skóry i zapobiega odparowywaniu wody. Więcej o wszystkich składnikach przeczytacie tutaj.

INCI: Aqua, Vitis Vinifera Seed Oil, Glycine Soja Oil, Sorbitan Stearate and Sucrose Cocoate, Butyrospermum Parkii Butter, Squalane, Caprylic/Capric Triglyceryde, Glyceryl Stearate, Argania Spinosa Kernel Oil, Stearic Acid, Cetearyl Alcohol, Euphrasia Officinalis Extract, Centaurea Cyanus Flower Extract, Benzyl Alcohol, Tocopheryl Acetate, Betulin, Xanthan Gum, Dehydroacetic Acid, Lupeol, Oleanolic Acid.

Miłego dnia 

Ola

środa, 7 września 2016

Lniana maska do włosów od Sylveco

Dzień dobry!

Jakoś ostatnio często moje myśli zaprzątnięte są pielęgnacją włosów, a przez to na blogu pojawiają się informacje na ten temat. Dzisiaj chciałam się z Wami podzielić moją opinią na temat lnianej maski od Sylveco z ekstraktem z nasion lnu i olejem kokosowym do włosów suchych i łamliwych. Moje włosy jakoś specjalnie łamliwe nie są, ale za to są bardzo suche i puszące się, czego bardzo nie lubię i wszelkimi sposobami próbuję z tym walczyć.



Jak już wcześniej wspomniałam głównymi składnikami w masce są ekstrakt z nasion lnu i olej kokosowy. Len zawiera związki śluzowe, których główną zaletą jest to, że powlekają i chronią włosy, ale także nawilżają i wygładzają, przez co o wiele łatwiej rozczesać kosmyki po myciu. Oprócz tego duże ilości oleju (który zawiera nienasycone kwasy tłuszczowe), protein, cukrów, minerałów. Olej kokosowy nawilża, natłuszcza, regeneruje, zapobiega rozdwajaniu i łamaniu się końcówek, chociaż często spotykałam się z opinią, że ten olej nie nadaje się do każdego rodzaju włosów. Moje nie narzekają, ale jeśli macie inną opinię na ten temat to piszcie. 



Na opakowaniu są podane dwa możliwe sposoby stosowania. Możemy po umyciu nałożyć maskę na około 2 minuty i spłukać lub nałożyć przed myciem, zawinąć ręcznikiem, odczekać około pół godziny i umyć szamponem. Ja osobiście używam tego drugiego sposobu, ponieważ kiedy nakładam maskę na krótki czas po myciu mam wrażenie, że nie ma ona czasu zadziałać. Po takim pół godzinnym siedzeniu z ręcznikiem na głowie włosy są miększe, łatwo się je rozczesuje, sprawiają wrażenie zdrowszych. Niestety maska nie wygładza włosów tak jak bym sobie tego życzyła, moje puszą się tak samo jak i bez maski. 





Plusem tego kosmetyku jest gęsta konsystencja, która zapobiega spływaniu z włosów oraz przyjemny kokosowy zapach. Skład jest w porządku pod względem naturalności (nie ma konserwantów, silikonów, sztucznych zapachów, barwników itd.), ale uważam, że mógłby być bogatszy, chociaż jest to właściwie lniana maska, więc len odgrywa tu pierwsze skrzypce, jednak czegoś mi w niej brakuje. Poniżej pełny skład, a jeśli jakiś składnik szczególnie Was zainteresował to kliknijcie tutaj.

INCI: Aqua, Linum Usitatissimum Seed Extract, Cetyl Alcohol, Cocos Nucifera Oil, Sucrose, Glycerin, Vitis Vinifera Seed Oil, Stearic Acid, Panthenol, Decyl Glucoside, Lactic Acid, Glyceryl Oleate, Cyamopsis Tetragonoloba Gum, Tocopheryl Acetate, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Benzoate.



Ogólnie maska nie jest zła, cena też nie jest taka wysoka (około 20-25 zł za 150 ml), dlatego warto ją wypróbować, może akurat Wam przypadnie do gustu. Ja szukam czegoś innego co oprócz nawilżania i ochrony będzie jednocześnie zapobiegało puszeniu się włosów i nie będę wyglądała jakby mnie właśnie złapał deszcz ;)

Miłego popołudnia :)

Ola

wtorek, 6 września 2016

Chwila relaksu czyli odżywcza maseczka peeling firmy Vianek

Witajcie!

Dzisiaj miałam chwilę dla siebie i mogłam sobie spokojnie poczytać książkę. Przy okazji powiem, że świetną, co prawda najpierw oglądałam film, więc wiem jak się skończy, ale uważam, że mimo to warto ją przeczytać. Jeśli ktoś z Was ma ochotę na wyciskacz łez to polecam film i książkę Jojo Moyes "Zanim się pojawiłeś". Mimo wszystko często robię wiele rzeczy naraz, dlatego przed rozpoczęciem czytania nałożyłam sobie odżywczy maseczko-peeling z mielonym lnem od firmy Vianek. Używam go już od jakiegoś czasu, ale przy pisaniu posta chciałam sobie przypomnieć działanie tego kosmetyku.



Jak dla mnie bardzo fajnym rozwiązaniem jest połączenie peelingu i maseczki w jedno. Po pierwsze dlatego, że nie musimy kupować dwóch kosmetyków, mamy większy porządek na półce, oszczędzamy czas, który byśmy musieli poświęcić na zmywanie i nakładanie kolejnej warstwy. To duży plus zwłaszcza dla tych, którzy nie mają na co dzień na nic czasu.




Jeśli chodzi o peeling to składnikiem ścierającym jest mielony len. Jak dla mnie jest on dość grubo zmielony i trochę ostry, dlatego myślę, że bardziej wrażliwe skóry niż moja mogą się z tym peelingiem nie polubić, albo muszą być peelingowane delikatnie, chociaż na opakowaniu jest napisane, że nadaje się do skóry bardzo cienkiej i wrażliwej. Jeśli ktoś ma grubszą skórę i po każdym tarciu nie jest zaczerwieniona to jest to z pewnością must have! Cząsteczki lnu zatopione są w baaardzo bogatej formule, ponieważ w składzie maseczki znajdziemy olej sojowy, olej z pestek moreli, olej rokitnikowy, masło kakaowe, masło shea, masło awokado i miód. Myślę, że do takiego składu nie potrzeba żadnego komentarza! Oprócz tych składników jest jeszcze kilka innych, całkowicie bezpiecznych. Pełny skład poniżej, a szczegółowo możecie przeczytać wszystko w zakładce składniki

INCI: Glycine Soja Oil, Linum Usitatissimum Seed Extract, Glyceryl Stearate, Mel Extract, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Theobroma Cacao Seed Butter, Persea Gratissima Butter, Butyrospermum Parkii Butter, Hippophae Rhamnoides Oil, Tocopheryl Acetate, Benzyl Alcohol, Parfum, Dehydroacetic Acid.



Po wykonaniu peelingu maseczkę pozostawiamy na buzi na około 10 minut, ale możecie tak jak ja dzisiaj posiedzieć przy książce i pozwolić masce działać dłużej. Po zmyciu nie poznacie swojej skóry! Jest gładka, miękka, wręcz aksamitna, nawilżona, bardziej napięta, ma dużo ładniejszy koloryt, wygląda na wypoczętą, rozpromienioną. I wcale nie przesadzam. Warto więc później zaaplikować jakieś serum (skóra jest doskonale przygotowana do wchłonięcia kolejnej porcji dobroczynnych składników) i dopiero na to krem.



Peeling możecie kupić w wielu sklepach internetowych, na pewno na stronie vianek.pl, ale myślę, że jest to tak popularna marka, że większość z Was znajdzie ten produkt w sklepie stacjonarnym w swoim mieście. Cena to 19.99 za 75ml czyli bardzo przystępna.

Życzę przyjemnego relaksu :)

Ola

piątek, 2 września 2016

Alterra olejek do włosów suchych i łamliwych z olejem z pestek moreli

Witajcie!

Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić kolejny świetny produkt od marki Alterra. Jest to olejek do włosów suchych i łamliwych z olejem z pestek moreli, ale nie tylko bo w składzie jest cała gama olejów bogatych w wiele składników odżywiających włosy.



Olejek od samego początku budził u mnie wielką nadzieję na poprawę kondycji moich włosów. Bardzo przyjemny, słodki zapach powoduje, że używanie go to sama przyjemność. Niestety trochę się zawiodłam, ponieważ myślałam, że będę go mogła używać jak kiedyś silikonowe serum- na końcówki, po myciu czy suszeniu włosów i będą wyglądały jak przed chwilą ścinane u fryzjera. Tak nie było. Po takim zastosowaniu mamy zagwarantowane tłuste pasma włosów i nadają się tylko do mycia (w najlepszym przypadku, jeśli Wasze włosy na to pozwalają, związania w koczek). Ewentualnie, jeżeli jedną malutką kropelkę rozetrzemy w rękach i nie wetrzemy wszystkiego we włosy może uda się nam nie przesadzić. Ale przecież w składzie są same oleje naturalne, więc nie możemy się spodziewać, że olejek nie będzie tłusty. Z tego powodu znalazłam dla niego inny sposób użycia.



Przed myciem rozczesuję włosy i wcieram w skórę głowy, chwilę masuję, nakładam na całą długość, zawijam w ręcznik, czekam co najmniej godzinę i dopiero myję głowę. Ten rytuał nie zawsze odbywa się z olejkiem Alterry, bo lubię urozmaicać moim włosom pielęgnację i Wam też to polecam, ponieważ każdy olej ma troszkę inne składniki, właściwości i na pewno Wasze włosy również to polubią. Jednak jeśli nie posiadacie różnych rodzajów oleju ten koktajl jest doskonałym rozwiązaniem! Oprócz oleju z pestek moreli znajdziemy w środku olej sojowy, słonecznikowy, ze słodkich migdałów, arganowy i sezamowy. Co za połączenie! Wasze włosy to pokochają!



Oprócz olejów, które wyżej wymieniłam w składzie znajduje się jeszcze składnik pochodzący z olejuy kokosowego zapobiegający odparowywaniu wody (Coco-Caprylate), witamina E oraz kompozycja zapachowa z naturalnych olejków eterycznych. Pełny skład poniżej:

INCI: Glycine Soja Oil*, Helianthus Annus Seed Oil*, Coco-Caprylate, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Argania Spinosa Kernel Oil*, Prunus Armeniaca Kernel Oil*, Sesamum Indicum Seed Oil*, Tocopherol, Parfum**, Limonene**, Linalool**, Geraniol**, Citral**.
*z rolnictwa ekologicznego
**składniki naturalnych olejków eterycznych

Nie wiem czy to jest kwestia tylko tego olejku, czy całej włosowej pielęgnacji, ale po kilku użyciach, włosy są bardziej błyszczące, zdrowsze, mocniejsze i zbierają coraz więcej komplementów :)

Życzę przyjemnej, naturalnej i skutecznej pielęgnacji włosów :)

Ola

czwartek, 1 września 2016

Szampon i balsam do cienkich włosów Rezepte der Oma Gertrude

Dzień dobry!

Witam Was bardzo serdecznie w ten przepiękny wrześniowy dzień! Dzisiaj chciałabym się podzielić opinią na temat dwóch przyjemnych w użytkowaniu kosmetyków do pielęgnacji włosów, a mianowicie szamponu i balsamu z żurawiną, do cienkich włosów, nadających im blasku i objętości.



Obydwa kosmetyki zawierają 98% składników naturalnych i posiadają certyfikat COSMOS, o którym możecie przeczytać we wcześniejszym poście klikając tutaj. Jak podane jest w opisie po polsku nie zawierają SLS, SLES, parabenów, silikonów i PEG-ów, co potwierdza analiza składu INCI. Składnikami aktywnymi są organiczny wyciąg z żurawiny, który wygładza nawilża i nadaje blasku oraz organiczny olejek z pszenicy, który dzięki zawartości bogactwa składników (białek, minerałów) odbudowuje i regeneruje włosy.




Szampon ma bardzo przyjemny, delikatny, owocowy zapach, jest praktycznie bezbarwny i nieco rzadszy niż szampony zazwyczaj, ale nie lejący, także nie ma najmniejszego problemu z uciekającym do kanału kosmetykiem. Pieni się nawet nieźle (chociaż wiem, że to nie jest wyznacznik czystości włosów), ale dopiero przy drugim myciu (zazwyczaj przed myciem nakładam oleje, więc pewnie też dlatego). Doskonale zmywa nakładane przed myciem specyfiki, radzi sobie nawet z olejem rycynowym, a to bardzo duży plus, bo niekiedy zdarzają się szampony, którymi trzeba umyć włosy trzy razy, żeby po wysuszeniu nie pojawiły się tłuste pasma. Po umyciu można rozczesać włosy nawet bez nakładania odżywki (sprawdzałam tylko kilka razy, bo zazwyczaj i tak nakładam odżywkę). Poniżej pełny skład:

INCI: Aqua, Sodium Coco-Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Lauryl Glucoside, Vaccinium Macrocarpon Fruit Extract*, Triticum Vulgare Germ Oil*, Sodium Chloride, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Citrus Aurantium Dulcis Peel Oil, Tocopherol, Citric Acid, Benzyl Alcohol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Limonene.
*z organicznych upraw




Balsam ma zapach taki sam jak szampon, kolor śmietankowo-różowy, konsystencja jest tylko trochę gęstsza niż szampon i uważam ją za zbyt rzadką, ale jest to balsam, nie odżywka, więc może tu tkwi szczegół. Trochę spływa z włosów (bo przecież jak nakładamy na mokre, to balsam się rozrzedza), ale jeśli dobrze wyciśniemy wodę to zalecane 1-2 minuty balsam będzie się trzymał. Można zostawić go na dłużej, zawinąć w ręcznik, ale chyba nie ma po co, bo działanie jest takie samo. Poniżej skład:

INCI: Aqua, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Distearoylrthyl Dimonium Chloride, Cocos Nucifera Oil, Vaccinium Macrocarpon Fruit Extract*, Triticum Vulgare Germ Oil*, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Hydrolyzed Wheat Protein, Tocopherol, Citrus Aurantium Dulcis Peel Oil, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Citric Acid, CI 77491, Limonene.

Co do jakości składu to chciałabym się zwrócić uwagę na Sodium Chloride czyli zwykłą sól. Mimo, iż, poprawia gęstość kosmetyków, może wysuszać i podrażniać skórę, co dla wielu osób jest bardzo ważne w przypadku delikatnej skóry głowy.  Kolejny składnik to Distearoylethyl Dimonium Chloride, na temat którego znalazłam tylko informację, że działa antystatycznie, natomiast nie ma nic na temat szkodliwości czy bezpieczeństwa używania kosmetyków zawierających ten składnik. CI 77491 to tlenek żelaza, który jest naturalnym minerałem o czerwono-pomarańczowo-brązowym kolorze, jest używany w przemyśle spożywczym, a zatem jest uznany za bezpieczny. O wszystkich składnikach, możecie przeczytać tutaj.



Ogólnie jestem zadowolona z tych dwóch kosmetyków. Nie zachwycają, ale nie są złe. Czy dodają objętości? Może trochę tak, ale na pewno nie jest to spektakularna objętość z reklam szamponów w tv, chociaż tego w ogóle się nie spodziewałam. Na pewno dodają blasku. Pięknie błyszczące włosy to coś co uwielbiam, wyglądają wtedy na mocne, zdrowe i przede wszystkim naturalne! Jedynym minusem jest to, że mam trochę puszące się włosy i po suszeniu suszarką, końcówki wyglądają na suche, ale kropla olejku arganowego znakomicie sobie radzi z tym problemem.

Szampon i odżywka nie są drogie, bo w promocji znalazłam nawet za około 13 zł za 500ml. Szukajcie ich w sklepach internetowych! :)

Miłego dnia,

Ola

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Emulsja oczyszczająca granat bio od Alterry

Witajcie!

Mam nadzieję, że każdy z Was skorzystał z tego przepięknego słonecznego weekendu, niestety pewnie ostatniego tego lata... ale ja jestem dobrej myśli, że jeszcze lato na dobre nas nie opuści. A dzisiaj ciąg dalszy kosmetyków z serii z granatem od firmy Alterra. Było ich już kilka, ale to jeszcze nie koniec, dlatego jeszcze przez jakiś czas będą się pojawiać.



Emulsja oczyszczająca to produkt, którego warto wypróbować, nie tylko ze względu na naturalne składniki, ale także na działanie, właściwości pielęgnacyjne. Jak wszystkie kosmetyki z tej serii pachnie przepięknie, ma konsystencję mleczka do demakijażu i można ją zastosować na kilka sposobów. Nadaje się najbardziej do skóry bardzo suchej, ale posiadacze skóry mieszanej, dojrzałej także mogą być z niej zadowoleni.

Jak napisane jest na opakowaniu emulsja "delikatnie oczyszcza" skórę i tak też jest, ale właściwie w zależności od tego jak ją użyjemy. Pielęgnacja skóry suchej, jest możliwa dzięki zawartości oleju z pestek granatu i oleju sojowego. Jeśli chcemy zmyć makijaż, możemy nałożyć emulsję na buzię, wmasować dokładnie w skórę, tak aby makijaż się rozpuścił i tu mamy dwa sposoby zmywania- albo wodą, albo płatkiem kosmetycznym. Jeśli zrobimy to wodą konieczne będzie jeszcze późniejsze przetarcie skóry płatkiem nasączonym np. płynem micelarnym, ponieważ jednak zostają jakieś resztki podkładu. Natomiast jeśli bezpośrednio zetrzemy emulsję mokrym wacikiem makijaż zmyje się niemal całkowicie, łącznie z tuszem do rzęs. Możemy przed użyciem emulsji rozpuścić makijaż jakimś olejkiem do demakijażu, a wtedy oczyszczanie będzie jeszcze dokładniejsze! 



Ten kosmetyk jest też świetnym rozwiązaniem jeśli nie mamy na sobie makijażu. Wtedy nie musimy nawet używać płatków kosmetycznych, wystarczy tylko zmycie buzi wodą. Jest to świetne rozwiązanie, dla tych którzy rzadko się malują a przy tym mają wrażliwą skórę. Po co narażać ją na niepotrzebne tarcie i agresywne zmywanie? :) Skóra po demakijażu jest dokładnie oczyszczona, gładka i nawilżona tak, że sprawia wrażenie nie potrzebującej już żadnego kremu. Oczywiście kremu użyć należy, ale przecież nikt nie lubi tego uczucia ściągnięcia skóry, która domaga się natychmiastowego nałożenia całego opakowania czegoś nawilżającego. Po kilku dniach Wasza skóra będzie na pewno w lepszej kondycji niż dotychczas.

Skład jak to wszystkie produkty Alterry jest świetny, nie zawiera konserwantów, sztucznych barwników, zagęstników itd... nadaje się dla alergików, osób o wrażliwej skórze, miłośników natury, nawet wegan, ponieważ nie ma w nim żadnego składnika pochodzenia zwierzęcego. Kosmetyk posiada certyfikat NaTrue, o którym możecie poczytać w jednym z poprzednich wpisów. Poniżej pełna lista składników, a o wszystkich tradycyjnie możecie poczytać szczegółowo w zakładce składniki.

INCI: Aqua, Glycine Soja Oil*, Alcohol*, Glyceryl Stearate Citrate, Mirystyl Myristate, Mirystyl Alcohol, Cetearyl Alcohol, Caprylic/Capric Triglyceryde, Coco-Glucoside, Xanthan Gum, Butyrospermum Parkii Butter*, Punica Granatum Seed Oil*, Aloe Barbadensis Leaf Juice*, Bisabolol, Ginkgo Biloba Leaf Extract, Tocopherol, Helianthus Annus Seed Oil, Ascorbyl Palmitate, Parfum**, Linalool**, Limonene**, Geraniol**, Citral**, Citronellol**
* z rolnictwa ekologicznego
** składniki naturalnych olejków eterycznych

Spróbujcie, a waż rytuał demakijażu już nigdy nie będzie taki jak do tej pory! Naprawdę! :)

Miłego dnia,

Ola

czwartek, 25 sierpnia 2016

Prosto z polskich lasów, czyli brzozowe kremy Sylveco- lekki krem brzozowy i krem brzozowy z betuliną

Cześć!

Dzisiaj zapraszam do poczytania co nieco na temat kremów z wyciągiem z brzozy marki Sylveco. Uwielbiam tą markę, za to że jest polska, naturalna, a w swoich składach używa półproduktów pochodzących z naszych polskich roślin, drzew, krzewów... Do tego produkty są naprawdę dobre i skuteczne. 



Kremy brzozowe opisuję razem, ponieważ ich skład nie różni się znacząco, przeznaczenie też jest podobne. Są to kremy dla skóry potrzebującej regeneracji, przesuszonej, odwodnionej, a jednocześnie wrażliwej i atopowej. Obydwa nadają miękkość i gładkość skórze, nawilżają, natłuszczają, a w przypadku podrażnień koją, łagodzą i świetnie przywracają skórze równowagę. Teraz trochę o różnicach.



Krem brzozowy z betuliną jest nieco cięższy i tłustszy, ma mniej składników, przez co może się nadawać dla skór bardzo wrażliwych, suchych i alergicznych, które źle reagują na nadmiar różności w składzie. Jest świetnym rozwiązaniem dla zimowej pielęgnacji, w trakcie mrozów na pewno poradzi sobie z ochroną przed przemarznięciem, a latem będzie doskonałym lekarstwem na wysuszoną słońcem skórę. Jego minusem jest to, że może zatykać pory i dla skóry mieszanej może być po prostu za tłusty. Konsystencja jest bardzo gęsta, krem raczej przypomina masło, ale nie ma problemów z nakładaniem i rozsmarowywaniem. Można stosować go na noc, w zimie również na dzień pod makijaż, jeśli nie będzie dla Was za tłusty. Krem należy zużyć jak najszybciej od otwarcia (najlepiej tyle po otwarciu ile zaleca producent, nie pamiętam czy 3 czy 6 miesięcy bo wyrzuciłam dawno temu pudełko) i najlepiej nabierać szpatułką, bo mi po zimie zostało troszkę w słoiczku i po jakimś miesiącu do niego zajrzałam i niestety zjełczał. To w sumie też można uznać za plus, ponieważ to jest dowód na to, że nie ma w nim żadnych drastycznych konserwantów. W składzie główną aktywną substancją jest betulina czyli wyciąg z kory brzozy mający właściwości regenerujące, kojące i łagodzące. Oprócz betuliny znajdziemy w kremie olej sojowy, olej jojoba, wosk pszczeli żółty i olej z pestek winogron, czyli same dobrodziejstwa. Do tego woda na początku oraz stearynian sodu i kwas cytrynowy na końcu i nic więcej nie potrzeba aby stworzyć krem. Naprawdę! Oto pełny skład:

INCI: Aqua, Soja Oil, Jojoba Oil, Vitis Vinifera Seed Oil, Cera Flava, Betulin, Sodium Stearate, Citric Acid



Lekki krem brzozowy natomiast jak sama nazwa wskazuje jest dużo lżejszy, dość rzadki w porównaniu z kremem z betuliną, szybko się wchłania i przede wszystkim nie jest tłusty i nie zatyka porów. Regeneruje, pobudza skórę do syntezy kolagenu i elastyny, nadaje miękkość, elastyczność i sprężystość, nawilża, koi, zabezpiecza skórę, przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych. Świetnie nadaje się do codziennego stosowania, pod makijaż. Co ciekawe zawartość ekstraktu z mydlnicy lekarskiej sprawia, że inne składniki aktywne wnikają w skórę głębiej. Pełny skład poniżej:

INCI: Aqua, Vitis Vinifera Seed Oil, Soja Oil, Xylitol, Sorbitan Stearate & Sucrose Cocoate, Shea Butter, Glycerol Stearate, Argan Oil, Jojoba Oil, Stearic Acid, Cetearyl Alcohol, Benzyl Alcohol, Betulin, Tocopherol, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Alantoin, Xanthan Gum, Dehydroacetic Acid, Saponaria Officinalis Leaf Extract, Lupeol, Oleanolic Acid, Betulin Acid



Malutkim minusem obydwu kosmetyków może być zapach. Jest jakiś taki nijaki, trochę dziwny, ale nie o zapach tutaj chodzi. O wszystkich składnikach jednego i drugiego więcej przeczytacie tutaj.

Polecam te kremy szczególnie osobom o wrażliwych i suchych cerach, a jak przyjdzie chłodna jesień i zima to chyba wszystkim :)

Pozdrawiam cieplutko, bo i cieplutko jest na dworze. Mam nadzieję, że skorzystacie w pełni z pewnie jednego z ostatnich dni ciepłego lata :)

Ola

środa, 24 sierpnia 2016

Lipowy płyn micelarny Sylveco

Witajcie!

Wybaczcie kolejną dłuższą przerwę, ale tyle się działo, że ciężko było się skupić na pisaniu. Wyjazdy i przede wszystkim ślub Kornelii, w którego przygotowania aktywnie byłam zaangażowana zajmowały sporo czasu i emocji. Może i bloga to nie dotyczy, ale muszę to tutaj napisać: było cudownie, przepięknie i szkoda, że już po :)



Ale zabieram się z powrotem do pracy. Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić kolejny cudny kosmetyk marki Sylveco. Lipowy płyn micelarny jest bez wątpienia jednym z lepszych kosmetyków jakie miałam okazję do tej pory używać. Jak zapewnia producent kosmetyk ma "skutecznie usuwać makijaż, łagodzić podrażnienia, wygładzać i zapobiegać wysuszeniu skóry" i spełnia wszystkie te zadania doskonale. Makijaż zmywa bez problemu, radzi sobie nawet z długotrwałymi szminkami, które nie pozostawiają śladu na szklankach i jak wiadomo często nawet żele do demakijażu z SLS-ami sobie z nimi nie radzą. Przyznam szczerze, że to było dla mnie spore zaskoczenie. Nie radzi sobie z wodoodpornym tuszem (posiadam Max Factor 2000 calorie)- nawet nie ma z nim najmniejszej szansy, ale ten tusz zawsze zmywam bardzo długo na zmianę olejkiem, żelem, znowu olejkiem i tak kilka razy aż tusz łaskawie zniknie z moich rzęs. Oczywiście odbywa się to z wielkim podrażnieniem oczu, więc nawet nie spodziewałam się że płyn Sylveco w tym przypadku zadziała. Za to doskonale radzi sobie z podkładem, bo zmywa buzię tak aż wacik zostaje czysty. Oczywiście z cieniami, kredką do oczu i zwykłym tuszem do rzęs nie musi nawet walczyć, bo zmywają się od razu, nawet utrwalone profesjonalnym utrwalaczem, który sprawia, że makijaż staje się wodoodporny. Po zmyciu skóry nie jest ona zaczerwieniona, ma ładny zdrowy koloryt, jest nawilżona, gładka miękka, nic nie piecze, nie swędzi, a zatem myślę, że sprawdzi się u osób które mają skórę wrażliwą i alergiczną. 



Składniki aktywne jakie zostały użyte, a mianowicie ekstrakt z kwiatów lipy szerokolistnej, ekstrakt z liści aloesu i hydrolizowane proteiny owsa są zawarte w składzie w dużej ilości, praktycznie zaraz po wodzie. Ekstrakt z lipy ma działanie nawilżające, kojące, łagodzące podrażnienia, zwiększa elastyczność skóry, zawiera wiele minerałów oraz witaminy C i PP. Aloes działa oczyszczająco, łagodząco, regenerująco, również zmniejsza podrażnienia i zaczerwienienia skóry, jest bardzo skuteczny przy oparzeniach słonecznych. Sok z aloesu korzystnie wpływa na cały organizm i może być spożywany w celach zapobiegawczych i leczniczych. Proteiny owsa mają działanie zmiękczające, ochronne, wzmacniające, a także potrafią wiązać wodę w skórze, przez co zapobiegają jej wysuszeniu. 

Pozostałe składniki to naturalne substancje myjące i kilka konserwantów, ale tych bezpiecznych, niedrażniących, dopuszczonych do użytku w kosmetykach naturalnych. Poniżej pełny skład, a więcej o każdym ze składników możecie przeczytać sobie w zakładce składniki.

INCI: Aqua, Tilia Platyphyllos Flower Extract, Decyl Glucoside, Glycerin, Panthenol, Allantoin, Hydrolyzed Oats, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Lactic Acid, Phytic Acid, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid. 

Jeśli nie próbowaliście naturalnych płynów micelarnych to polecam na początek właśnie ten, bo jest naprawdę wart wypróbowania.

Miłego dnia :)

Ola

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Alterra Peeling pod prysznic Papaja i Kokos Bio i peeling z kawy

Dzień dobry!

Dzisiaj chciałabym się podzielić z Wami opinią na temat peelingu do ciała marki Alterra. Po wakacyjnym słońcu, wodzie, wietrze skóra zawsze jest trochę wysuszona, nawet jeśli nie leżeliśmy dwa tygodnie na plaży w upale. Warto zadbać o to, aby tą skórę zregenerować, przywrócić jej nawilżenie i elastyczność. Tutaj z pomocą przychodzą peelingi i preparaty do nawilżania, natłuszczania skóry. Jeśli chodzi o peeling to bardzo dobrym wyborem będzie peeling Alterry. 



Preparat bardzo ładnie pachnie, ma konsystencję żelu pod prysznic, a składnikiem ścierającym są wiórki kokosowe. I tu pada pytanie czy wiórki kokosowe wystarczą, aby złuszczyć suchy naskórek? Jeśli chodzi o ciało to na pewno trzeba przyznać, że jest to peeling bardzo delikatny, co oczywiście ma swoje zalety, ponieważ nadaje się do bardzo wrażliwych skór, podatnych na wszelkie podrażnienia mechaniczne. Jeśli macie taką skórę, to jest to zdecydowany must have. Natomiast posiadaczki skóry nie aż tak bardzo wrażliwej też mogą być z tego peelingu zadowolone.



Ja należę do tej drugiej grupy i jak dla mnie Alterra jest zbyt delikatna, ale nie skreśliłam jej od razu. Do peelingu ciała używam zazwyczaj mielonej kawy, a łączę ją z żelem pod prysznic i wsmarowuję w ciało. Można kawę również połączyć z olejami, balsamami do ciała, ale taką mieszankę później trudniej jest zmyć, dlatego ja używam żel. Po zakupie peelingu Alterry zaczęłam łączyć go z kawą i efekty są rewelacyjne!



Skóra jest super gładka, przyjemna w dotyku, lepiej wchłania preparaty nałożone po peelingu (np. olejki antycellulitowe). Na pewno najwięcej w tym zasługi kawy, bo sama w sobie też ma takie właściwości, ale w połączeniu z Alterrą zapach jest po prostu nieziemski! Kawa i kokos to zdecydowanie cudowne połączenie!


Jak zrobić peeling z kawy i produktu Alterra?
W zależności od tego jak mocno chcemy złuszczyć skórę dajemy więcej kawy lub peelingu. Jeśli nie chcemy jej mocno ścierać to kawy dajemy mniej (np. do dwóch łyżek peelingu dajemy łyżeczkę kawy), jeszcze dobrze by było, aby była drobno zmielona. Jeśli chcemy uzyskać mocniejszy efekt np. na udach w celu pobudzenia skóry do pracy i pozbycia się cellulitu to możemy dodać więcej kawy (dwie łyżki peelingu, łyżka kawy) grubo zmielonej. Ja najczęściej używam fusów od już zaparzanej kawy, ponieważ zaparzona kawa ma o wiele więcej składników działających pozytywnie na naszą skórę, a działanie ścierające jest takie samo. W dodatku przy okazji możecie się napić filiżanki kawy z koleżanką :)




Skład peelingu Alterry jest bardzo dobry, nie zawiera sztucznych konserwantów barwników, substancji zapachowych, silikonów i olejów mineralnych. Nadaje się dla wegan i posiada certyfikat NaTrue. Poniżej skład INCI, a więcej z w zakładce składniki.

INCI: Aqua, Alcohol*, Glycerin, Coco-Glucoside, Cocos Nucifera Fruit*, Xanthan Gum, Glyceryl Oleate, Silica, Disodium Cocoyl Glutamate, Carica Papaya Fruit Extract, Aloe Barbadensis Leaf Juice Powder*, Parfum**, Limonene**, Sodium Cocoyl Glutamate, Alcohol, Citric Acid.
*składniki z certyfikowanych organicnzych upraw
**składniki z naturalnych olejków eterycznych

Życzę miłego eksperymentowania z peelingiem Alterry i kawą.

Buziaki,

Ola

czwartek, 4 sierpnia 2016

Biolaven Organic żel myjący do twarzy winogronowo-lawendowy

Witajcie!

Wracamy po krótkiej wakacyjnej przerwie! Mimo tego, że bardzo chciałam coś Wam napisać na wyjeździe to brak dostępu do komputera i internetu spowodował nieobecność na blogu. Nic straconego, bo przy okazji odcięcia od świata zobaczyłam, że można się na chwilę zatrzymać, nie stresować każdą drobnostką i odnaleźć spokój choćby na chwilę. Przy okazji wpadł mi pomysł na posta o wpływie stresu na naszą skórę, ale o tym za kilka dni. Dzisiaj kilka słów o żelu myjącym do twarzy firmy Biolaven.




Jest to produkt z linii winogronowo-lawendowej, czyli od razu wielki plus za zapach, który po części jest zasługą olejku eterycznego z lawendy. Wszystkie te produkty pachną przepięknie i nie ma tu się o czym rozpisywać. Konsystencja jak to żel do mycia twarzy, ładnie się rozprowadza na buzi i zaskakuje tym, że jak na naturalny produkt to nawet dobrze się pieni. Kolejnym miłym zaskoczeniem jest to, że zmywa makijaż idealnie! Po przetarciu skóry wacikiem nasączonym płynem micelarnym jest on zupełnie czysty! Tak makijaż powinien zmywać każdy preparat do demakijażu, choć często niestety tak nie jest. Po umyciu skóra jest gładka, nawilżona (co oczywiście nie zwalnia nas z dalszej pielęgnacji) i co najważniejsze nie jest napięta. Pewnie większość z Was zna to uczucie kiedy po myciu biegniecie po krem bo skóra tak Was ciągnie i piecze.



Jeśli chodzi o skład to tu najważniejszą myjącą rolę odgrywają Lauryl Glucoside i Cocamidopropyl Betaine, które są świetnymi środkami myjącymi, a jednocześnie nie podrażniają i nie wysuszają skóry. Olej z pestek winogron dodatkowo zapobiega wysuszeniu skóry. Pantenol i kwas mlekowy (Lactic Acid) mają działanie łagodzące i zmiękczające skórę. Więcej o składnikach możecie standardowo przeczytać w zakładce składniki.


Wydaje mi się, że żel nadaje się do każdego rodzaju skóry, tej suchej, mieszanej, a nawet tłustej- nie wysusza i bardzo dobrze oczyszcza, a to sprawia, że większości z Was na pewno przypadnie do gustu. Do tego jest niedrogi (około 17zł) i bardzo wydajny- jedna pompka wystarczy w zupełności aby dokładnie zmyć makijaż. 



Na koniec pełny skład:
INCI: Aqua, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Vitis Vinifera Seed Oil, Panthenol, Lactic Acid, Sodium Benzoate, Lavandula Angustifolia Oil, Parfum

Miłego wieczoru :)

Ola