poniedziałek, 3 października 2016

Krem do ciała z granatem od Alterry

Witajcie Kochani!

Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić opinią na temat kremu do ciała z granatem firmy Alterra. Jak większość kosmetyków z granatem ten również przypadł mi do gustu. Nie będę się długo rozpisywać, ponieważ o "granatowych" kosmetykach mogłyście już czytać nie raz, a skład właściwie różni się proporcjami i drobnymi różnicami w składnikach. 


Piękny zapach, przyjemna konsystencja, nie za rzadka, nie za gęsta i szybkie wchłanianie to zalety, które można zauważyć już po kilku użyciach, ale stosowany przez dłuższy czas zdecydowanie poprawia kondycję skóry. Przeznaczony jest według producenta do skóry bardzo suchej, ale ja uważam, że jeśli macie skórę bardzo szorstką i łuszczącą się to ten krem może sobie z nią nie poradzić- chociaż nie odradzam, bo ja mam skórę suchą i u mnie się sprawdził. Dlaczego więc mam wątpliwości? Otóż skóra chłonie ten krem na potęgę, wchłania się błyskawicznie i mam wrażenie, że jeśli ktoś by miał skórę bardziej suchą niż ja to ten krem starczyłby na bardzo krótki czas, mimo iż jest go całkiem sporo bo 200ml. Krem też nie pozostawia tłustego filmu i nie wiem czy bardzo suche skóry nie potrzebują większej ochrony. Szybkie wchłanianie skutkuje szybkim działaniem, bo zapewne po kilku dniach zauważycie, że skóra nie swędzi i nie domaga się smarowania natychmiast po prysznicu. Posiadaczki skóry normalnej, również powinny być zadowolone z tego kosmetyku, ponieważ skład jest rewelacyjny, naturalny, bogaty we wszystko czego potrzeba skórze, a także wygładza i zmiękcza.



Jeśli chodzi o skład to poniżej podaję pełną listę, a o każdym ze składników możecie przeczytać w zakładce składniki. Za dobroczynne działanie na suchą skórę odpowiadają masło shea, oliwa z oliwek, olej słonecznikowy i olej z pestek granatu, które są w kremie w bardzo dużych ilościach. Większość składników pochodzi z kontrolowanych certyfikowanych upraw, a sam kosmetyk posiada certyfikat NaTrue i jest odpowiedni dla wegan.


INCI: Aqua, Butyrospermum Parkii Butter*, Olea Europaea Fruit Oil*, Glycerin, Myristyl Alcohol, Alcohol*, Glyceryl Stearate Citrate, Sodium PCA, Helianthus Anuus Hybrid Oil*, Punica Granatum Seed Oil*, Punica Granatum Fruit Extract*, Xanthan Gum, Tocopherol, Helianthus Anuus Seed Oil, Ascorbyl Palmitate, Parfum**, Linalool**, Limonene**, Geraniol**, Citronellol**, Citral**, Farnesol**.
*z rolnictwa ekologicznego.
**składniki naturalnych olejków eterycznych.




Miłego wieczoru!

Ola

Czarnuszka siewna

Ostatnimi czasy możemy znaleźć bardzo dużo kosmetyków z czarnuszką, a dokładniej z olejem z niej wyprodukowanym. Od dawna używam jej w kuchni jako przyprawy, ponieważ dodaje potrawom (zwłaszcza zupom) przyjemnej ostrości. Koniecznie musicie spróbować jeśli jej nie używacie, nie tylko ze względu na walory smakowe, ale i na właściwości. Zainteresowana tym co czarnuszka kryje w sobie poszukałam trochę informacji na ten temat i na pewno w niedługim czasie kupie olej z czarnuszki w celach kosmetycznych, o czym na pewno będziecie mogli przeczytać na blogu. Obecnie używam olejowej maski do włosów firmy Nacomi, która zawiera głównie olej z czarnuszki, ale to dopiero początek więc o tym za jakiś czas.



Trochę faktów
Czarnuszka siewna (Nigella sativa) to roślina jednoroczna, uprawiana w południowej Europie, Azji i Afryce. Na pewno kojarzycie jasnoniebieskie kwiaty tej rośliny, ponieważ u nas rośnie na polach i łąkach jako chwast. Kwitnie od maja do września i po kwitnieniu zbiera się surowiec czyli nasiona czarnuszki, które mogą posłużyć bezpośrednio lub do produkcji oleju. Już w starożytnym Egipcie znane były właściwości oleju z czarnuszki, ponieważ podobno używała jej sama Kleopatra. Ostatnimi czasy nieco zapomniana, teraz przeżywa swój renesans. I  słusznie.



Najczęściej bezpośrednio nasion czarnuszki używa się w kuchni jako przyprawa (ze względu na ostry smak może być zamiennikiem pieprzu), dodatek do alkoholi (np. nalewek) lub do kiszenia produktów. W medycynie naturalnej używa się rozdrobniony nasion czarnuszki do naparu, który działa w chorobach wątroby i nerek, ale także działa korzystnie na układ trawienny. Obniża poziom cholesterolu we krwi, dzięki czemu zapobiega powstawaniu miażdżycy. Działanie przeciwbakteryjne i przeciwzapalne wykorzystuje się w czasie przeziębienia, grypy oraz przy osłabieniu organizmu. Jeśli chodzi o działanie na skórę, to tutaj można wykorzystać napary, odwary i przede wszystkim olej. W stanach zapalnych skóry, alergii, egzemie, łuszczycy można wykorzystać działanie łagodzące, przeciwzapalne, antyoksydacyjne, co powoduje szybsze gojenie się skóry i łagodzenie zmian chorobowych lub szybszy powrót do zdrowia. Kosmetyczne właściwości można wykorzystać do poprawienia stanu skóry, włosów i paznokci, bowiem czarnuszka ma działanie przeciwutleniające, zmiękczające, wygładzające, opóźniające proces starzenia. Może być także stosowany do skór tłustych, a włosów borykających się z łupieżem. Podczas masażu można wykorzystać nie tylko działanie na skórę, ale także na zmysły, ponieważ charakterystyczny korzenny zapach na pewno może przypaść do gustu.



Olej z czarnuszki- co zawiera?
  • Około 80% Niezbędnych Nienasyconych Kwasów Tłuszczowych
  • Olejek eteryczny  
  • Aminokwasy
  • Białka
  • Węglowodany 
  • Witaminy A, z gr. B, C i PP 
  • Minerały (Ca, K, Fe, Mg, Se, Zn)
Za jakiś czas sprawdzę na własnej skórze i włosach działanie czarnuszki i opiszę moje doświadczenia z olejem, a jako przyprawę mogę Wam ją polecić już dzisiaj, bez żadnego zawahania.

Dobrej nocy 

Ola

piątek, 23 września 2016

Vianek- nawilżająca emulsja myjąca do twarzy z ekstraktem z lipy

Dzień dobry!

Dzisiaj mam dla Was recenzję emulsji firmy Vianek, którą od jakiegoś czasu jestem zachwycona. Niestety firmą, nie emulsją, bo spotkałam naturalny kosmetyk (i to tej właśnie firmy), który totalnie mnie rozczarował. Ale od początku.

Emulsję od Vianka kupiłam ponieważ żaden kosmetyk tej firmy jeszcze mnie nie zawiódł, a nawet zazwyczaj mile zaskakiwał, dlatego myślałam, że ten jeśli nie zaskoczy to chociaż będzie spełniał swoje funkcje. Polubiłam zmywanie twarzy emulsjami i mleczkami, więc postanowiłam wypróbować tą. Przeznaczona jest do cery suchej i wrażliwej i z tym się zgodzę, bo jest bardzo delikatna i z pewnością posiadacze takiej skóry nie odczują negatywnych skutków mycia buzi w postaci swędzenia, pieczenia czy ściągnięcia skóry. Pozostawia skórę nawilżoną i miękką- to też prawda. I tu niestety kończą się zalety tego produktu. Bo co z tego, że skład jest dobry, idealny dla skóry suchej jeśli produkt w ogóle nie zmywa makijażu? Co prawda nigdzie nie jest napisane, że przeznaczony jest do demakijażu, ale jest informacja, że "delikatnie, ale skutecznie usuwa wszelkie zanieczyszczenia(...), zapewniając komfortową czystość i świeżość". Przez usuwanie wszelkich zanieczyszczeń rozumiem również usuwanie makijażu. Zapomnijcie o usunięciu z buzi podkładu, o tuszu do rzęs nie wspomnę. 


Jeśli chodzi o stosowanie to na opakowaniu zalecane jest naniesienie emulsji na wilgotną skórę i zmycie ciepłą wodą. Owszem tusz się rozmaże i będziemy mieli "oczy pandy", ale wydaje mi się, że taki sam efekt osiągniemy myjąc buzię samą wodą. Nie chciałam emulsji od razu skreślać i jak zwykle próbowałam innych sposobów typu zmywanie za pomocą wacika, ale suchym nic nie dało, a namoczonym wodą miałam wrażenie, ze większe działanie zmywające ma woda.



Obecnie używam emulsji rano, kiedy na mojej buzi nie ma makijażu, ale i tak później przecieram skórę płynem micelarnym, bo mam wrażenie, że nawet krem dokładnie się nie zmywa. Zaletą tego kosmetyku może być jeszcze delikatny, przyjemny zapach, konsystencja, dość rzadka, ale łatwo jest rozprowadzić emulsję na buzi i jak na Vianka przystało brak konserwantów, barwników i sztucznych zapachów, ale to mamy zagwarantowane w każdym kosmetyku uważającym się za naturalny.



Wielka szkoda, bo wystarczyłoby coś zmienić w składzie, który sam w sobie jest rewelacyjny, spójrzcie sami poniżej na listę składników, a więcej na temat każdego znajdziecie w zakładce składniki:

INCI: Aqua, Vitis Vinifera Seed Oil, Glycerin, Cetyl Alcohol, Urea, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Tilia Platyphyllos Flower Extract, Panthenol, Triticum Vulgare Germ Oil, Glyceryl Oleate, Stearic Acid, Tocopheryl Acetate, Allantoin, Xanthan Gum, Cyamopsis Tetragonoloba Gum, Benzyl Alcohol, Parfum, Dehydroacetic Acid.

Jeśli macie inną opinię niż ja piszcie koniecznie, bo fajnie byłoby znaleźć na tą emulsję sposób.

Miłego dnia!

Ola

środa, 21 września 2016

Słodki cukrowo-miodowy peeling do ust DIY

Cześć!

Dzisiaj krótko zwięźle i na temat. Wczoraj moje wysuszone usta domagały się jakiegoś nawilżenia, a żeby nastąpiło to szybciej również złuszczania i tak powstał naturalny kosmetyk, który każda z Was może zrobić choćby zaraz. Mogę się założyć, że w każdym domu jest cukier, miód i jakiś olej, a zatem do dzieła. 




Oto składniki i proporcje jakich potrzebujecie:
1 łyżeczka oleju z pestek winogron
1 łyżeczka miodu
2 łyżeczki cukru (ja dałam brązowy, ale może być zwykły, trzcinowy...)




Wszystko trzeba wymieszać, nałożyć na usta, porozcierać i przede wszystkim nie zjeść od razu- najlepiej by było aby kosmetyk pozostał na miejscu około 10 minut. Miód ma bardzo dobre właściwości zmiękczające i wygładzające, więc dobrze by było żeby chwilę na tych ustach został. Olej z pestek winogron natłuszcza i uelastycznia. Cukier jak wiadomo rozpuszcza się, zatem lepiej wybrać ten o grubszych kryształkach. Taki zabieg możemy sobie zrobić przed wielkim wyjściem kiedy chcemy się pomalować czerwoną szminką. Na wygładzonych ustach będzie wyglądała perfekcyjnie. 



Najlepiej zużyć wszystko jak jest świeże, więc jeśli coś nam zostanie z tej mikstury (mi wyszło około 20 ml) i nie zjemy jej całej, spokojnie możemy oprócz peelingu ust zrobić peeling całej buzi! Oczywiście też dobrze by było pozostawić go na skórze na kilka minut, aby substancje zawarte w miodzie i oleju mogły na naszą skórę zadziałać jak na usta. Na pewno efekt Wam się spodoba :)



Wypróbujcie koniecznie i czekajcie na inne pomysły na domowe kosmetyki, które kryją się w każdej kuchni!

Dobrej nocy, buziaki!

Ola

poniedziałek, 19 września 2016

Jak czytać etykiety kosmetyków i co powinno się na nich znaleźć?

Witajcie!

Czy czytając co jest napisane na etykietach kosmetyków macie czasami wrażenie, że są tam informacje, których nie rozumiecie? Ja tak miałam jeszcze niedawno, a nawet teraz zdarza się, że muszę sprawdzić w internecie co tak właściwie oznacza dany symbol. Jest ich dość dużo, dlatego postaram się opisać je w jak największym skrócie, ale tak żeby wszystko było jasne. O oznaczeniach certyfikatów mogliście już przeczytać jakiś czas temu: część 1 i część 2.

Oznaczenia i informacje podzieliłam na takie, które na opakowaniu muszą znaleźć się obowiązkowo i takie, które obowiązkowe nie są.

Do obowiązkowo umieszczonych informacji należą:

-Nazwisko lub nazwa osoby odpowiedzialnej za produkt. Może to być skrót, ale umożliwiający identyfikację. Jeśli podanych jest kilka adresów (czy nazw) to osoba odpowiedzialna musi być wyróżniona.

-Informacja o nominalnej zawartości opakowania. Wyjątkiem są bezpłatne próbki, których zawartość nie przekracza 5g lub 5ml.

-Data ważności. Jeśli kosmetyk jest ważny mniej niż 30 miesięcy musi pojawić się data przydatności do użytku opatrzona słowami "Najlepiej zużyć przed końcem". Jeśli czas ten jest dłuższy niż 30 miesięcy, wtedy nie ma obowiązku podawania daty tylko symbol PAO, który mówi nam przez jak długi czas od otwarcia kosmetyku możemy go bezpiecznie używać. Symbol ten przedstawiam poniżej, a cyfra lub liczba w środku "słoiczka" oznacza ilość miesięcy, podczas których możemy używać kosmetyku. Są produkty, ważne powyżej 30 miesięcy, na których nie trzeba umieszczać takiego symbolu- to produkty jednorazowego użytku, np. niektóre farby do włosów.


-Numer partii. Konieczny do identyfikacji, gdyby coś poszło nie tak w trakcie procesu produkcji.

-Funkcja produktu kosmetycznego. Musimy się dowiedzieć z opakowania, że jest to np. "mleczko do demakijażu skóry suchej".

-Lista składników INCI, a w niej składniki, których jest powyżej 1% muszą być wyszczególnione wg procentowej zawartości malejąco. Składniki poniżej 1% mogą być podane na końcu w kolejności alfabetycznej. Istnieją sytuacje, w których nie jest możliwe umieszczenie pełnej listy składników na opakowaniu gdyż są one zbyt małe. Wtedy obowiązkowo na opakowaniu musi być symbol "ręki na książce", a skład może być dostępny w ulotce, na większym opakowaniu, w które kosmetyk był zapakowany lub do wglądu w miejscu sprzedaży. Symbol ręki na książce poniżej:



-Nanoskładniki. Jeśli kosmetyk zawiera nanomateriały wyraz "nano" musi być podany po nazwie składnika w nawiasie np. Titanium Dioxide (nano)

-Inne szczególne ostrzeżenia, np. "nie stosować podczas ciąży" czy "omijać okolice oczu"

-Produkt łatwopalny:




-Prostokąt z liczbą. Na aerozolach, oznacza pojemność produktu w mililitrach.



Do nieobowiązkowo umieszczonych informacji należą: 

-Nazwa handlowa kosmetyku, w przeciwieństwie do jego funkcji nie jest obowiązkowa.

-Preparat testowany dermatologicznie. Praktyczne każdy produkt przed wprowadzeniem do obrotu jest poddany badaniom, zatem taka informacja na opakowaniu to zazwyczaj chwyt marketingowy.

-Preparat nie testowany na zwierzętach. Nie ma takiego obowiązku, ponieważ jest całkowity zakaz prowadzenia takich testów, dlatego coraz więcej producentów rezygnuje z tego oznakowania. Dla przypomnienia symbol poniżej, może on przybierać różne formy, gdyż nie jest uregulowany prawnie:



-Oznakowania materiałów z których zostało wykonane opakowanie, np.:



-Symbol "zielony punkt". Oznacza on, że producent ma podpisaną umowę z firmą zajmującą się recyklingiem, która ma prawo używania takiego znaku. W praktyce każda firma kosmetyczna ma obowiązek poddawania opakowań recyklingowi lub dokonania opłaty za niewypełnienie tego obowiązku. 



-Znak "Dbaj o czystość". Zachęca do tego aby po zużyciu wrzucić opakowanie do kosza i nie zanieczyszczać środowiska.


-Opis składu pod etykietą. Symbol ten nie zawsze jest taki sam.



-Znak "Ziemi"- w aerozolach oznacza, że w składzie nie zostały użyte freony, które niszczą warstwę ozonową.


-Znak "e" oznacza, że podczas napełniania i pakowania kosmetyku zastosowano wewnętrzny system kontroli jakości.



-Symbol "stokrotki". Oznacza, że kosmetyki z tym znakiem są bezpieczne dla środowiska, a podczas produkcji nie są łamane żadne normy.




Sporo tych wszystkich znaków i informacji, ale warto wiedzieć mniej więcej co oznaczają, ponieważ znając je bardziej świadomie możemy dokonywać kosmetycznych wyborów.

Dobrej nocy!

Ola

piątek, 16 września 2016

Olejek do demakijażu od Resibo, czyli jak zmyć makijaż

Witajcie Kochani!

Odpowiedź na pytanie jak zmyć makijaż jest chyba dosyć prosta, ale jeśli zapytamy jak dokładnie zmyć makijaż i przede wszystkim czym to już nie mamy jednej prostej recepty. Jedno jest pewne zmycie makijażu musi, ale to musi być dokładne! Co z tego jeśli nałożymy żel do mycia twarzy czy mleczko na skórę, zmyjemy wodą, a jeśli później przetrzemy wacikiem, są na nim dalej ślady podkładu? Dobrze jeśli w ogóle to zauważymy, możemy zawsze wtedy domyć skórę płynem micelarnym. Jeśli nie, cała dalsza pielęgnacja skóry, czyli serum, krem, nie ma sensu. Jeśli na skórze są resztki podkładu, żaden krem nie zadziała tak jak powinien.



Zatem co zrobić żeby dobroczynne składniki kremu mogły zadziałać. Korzystając z zasad chemii, że podobne rozpuszcza się w podobnym, tłuste składniki podkładu, pudru, tuszu do rzęs najłatwiej zmyją się poprzez rozpuszczenie ich w oleju. Może to być czysty, pojedynczy olej, albo już gotowy kosmetyk, który dostarczy nam substancji odżywczych z wielu olejów jednocześnie.



Takim kosmetykiem jest olejek do demakijażu firmy Resibo. Zakupiłam go jakiś czas temu skuszona pozytywnymi opiniami nie tylko w internecie, ale także opiniami znajomych. Olejek ma bardzo przyjemny, słodko-cytrusowy zapach, mi kojarzy się ze świątecznym piernikiem. Jest go całkiem sporo bo 150 ml, a cena to 49 zł. Niby nie mało, ale jak na tę jakość to uważam, że nie tak dużo. Zwłaszcza, że skład jest bardzo bogaty, a po użyciu skóra jest miękka jak u niemowlaka. Doskonale rozpuszcza makijaż, a zmywa się go za pomocą dołączonego do olejku mini ręczniczka, który skłania do korzystania z kosmetyku słynną metodą OCM (Oil Cleansing Method), o której nie będę się rozwodzić. 



Sposob użycia to nic innego jak nałożenie olejku na skórę, wmasowanie i zmycie za pomocą dołączonej ściereczki. Możemy tak zmywać również makijaż oczu. Co prawda ja jakoś za tym nie przepadam, nie lubię tłuścić aż tak bardzo okolicy oczu, ponieważ zazwyczaj później mimo zmycia olejku wodą łzawią mi oczy. Zmywam je na początku mleczkiem, albo płynem micelarnym. 



W składzie znajdziemy olej lniany, z pestek winogron, abisyński, z awokado, manuka. Oprócz olejów tylko i wyłącznie witamina E oraz substancje zapachowe. Więcej o każdym z oleju przeczytacie w zakładce składniki, poniżej lista z opakowania.

INCI: Linum Usitatissimum Seed Oil, Vitis Vinifera Seed Oil, Crambe Abyssinica Seed Oil, Persea Gratissima Oil, Tocopherol, Leptospermum Scoparium Branch/Leaf Oil, Parfum, Limonene.



Ogromnym plusem są też opakowania, których nie wyrzuca się jak zwykły kartonik. Aż żal nie znaleźć im zastosowania. Moje opakowanie wygląda tak:



Miłego wieczoru!

Ola

wtorek, 13 września 2016

Masaż twarzy w domowym zaciszu z olejkiem Alterra granat BIO

Dobry wieczór!

Czy wiecie jak w bardzo szybki sposób, przy niewielkim nakładzie pieniędzy można poprawić wygląd skóry tak żeby na drugi dzień wyglądała na młodszą, o jednolitym kolorze i tak jakbyśmy spali trzy godziny dłużej? Już Wam mówię! Możemy wieczorem zrobić sobie masaż twarzy, a rano wyglądać znakomicie. Oczywiście nie chodzi mi o zwykłe wtarcie serum czy kremu, ale o porządny półgodzinny masaż, który złuszczy naskórek, poprawi krążenie i sprawi, że skóra jest bardziej napięta. Podobno Azjatki robią sobie wieczorami taki masaż, który aż boli, a mięśnie na policzkach tak podnoszą do góry, ze prawie wciskają je do oczu. Nie wiem ile w tym prawdy, ale na pewno mają one piękne cery i długo nie wiedzą co to zmarszczki. Tak wiem, kto niby potrafi zrobić sobie sam profesjonalny masaż w domu oprócz kosmetologa? Nie ma co się zniechęcać, jest cała masa filmików na youtube, a jeśli nie będziemy w tym perfekcyjni to nic się nie stanie. Najważniejsze żeby nie tylko głaskać buzię, ale też mocniej przycisnąć mięśnie, rozprostować zmarszczki i użyć do tego odpowiedniego kosmetyku.



Tutaj możliwości jest bardzo wiele. Najlepiej masaż wykonywać na czymś tłustym, jakimś oleju, a jeśli chcemy wypróbować czegoś co w składzie ma kilka olejów bogatych w różne składniki odżywcze to na początek najlepszym wyborem będzie olejek do twarzy z granatem od Alterry. Ta niewielka buteleczka kryje w sobie naprawdę wielką moc i jak większość kosmetyków naturalnych może mieć wiele zastosowań, ale o tym później. Po użyciu skóra jest miękka, gładka, elastyczna napięta. Długotrwałe, czy może prędzej systematyczne stosowanie sprawi, że skóra będzie w lepszej kondycji, nawet wizualnej, bo zobaczcie, że jest bardziej wypoczęta, świeża, rozpromieniona. Jeśli chodzi o zapach to standardowy jak dla wszystkich kosmetyków z "granatowej" linii.



Inne zastosowania o których wspomniałam to po prostu regeneracja skóry, zwłaszcza tej suchej. Osiągniemy to po prostu przez posmarowanie. Jeśli mamy problem z suchymi dłońmi, kropla olejku bardzo szybko się wchłonie. Gdyby opakowanie było większe można byłoby smarować nim całe ciało :) Suche końce włosów polubią się z tym olejkiem i jak najbardziej możemy zrobić na nim demakijaż.



Jeśli chodzi o skład to mamy tutaj do czynienia z olejem sojowym bogatym w fitohormony, które mają działanie odmładzające, olejem z pestek granatu- silnym przeciwutleniaczem i regeneratorem, olejem migdałowym bogatym w witaminy i nienasycone kwasy tłuszczowe oraz słonecznikowym wzmacniającym barierę naskórkową i właściwościach przeciwzapalnych. Oprócz tego witamina E, kompozycja zapachowa pochodząca z naturalnych olejków eterycznych, a także dodekan (INCI Dodecane), który jest roślinną substancją zapachową, dopuszczoną do użytku w kosmetykach, ale sam stężony po spożyciu może wywołać wiele niepożądanych reakcji (PubChem). Pewnie po wypiciu całej butelki tego olejku nic by się nikomu nie stało, ale myślę, że bez tego składnika byłby to nadal świetny produkt o takich samych właściwościach.

Skład poniżej, więcej w zakładce składniki. Cena to 11 zł za 30 ml w Rossmanie bez promocji.

INCI: Glycine Soja Oil*, Punica Granatum Seed Oil*, Prunus Amygdalus Dulcis Oil*, Dodecane, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil, Parfum**, Linalool**, Limonene**, Geraniol**, Citral**, Citronellol**, Farnesol**.
*z rolnictwa ekologicznego.
**składniki naturalnych olejków eterycznych.



Dzisiaj już nie namawiam do szukania sposobu jak zrobić masaż twarzy, ale macie zadanie na jutrzejszy wieczór, żeby poświęcić chwilę swojej skórze i dać jej odrobinę odpoczynku. Rano na pewno będzie Wam wdzięczna!

Dobrej nocy Kochani!

Ola