niedziela, 4 września 2016

Winogrona, czyli posób na długowieczność

Witajcie!

Zaczyna się sezon winogronowy, dlatego koniecznie trzeba z niego skorzystać. U mnie na ogrodzie winogrona pięknie dojrzewają, a wczoraj odbył się już pierwszy zbiór owoców na soki. To roślina, która od wieków znana jest ze swoich leczniczych właściwości, a możliwości wykorzystania jej jest bardzo wiele- produkuje się z niej wino, sok, ocet, rodzynki, a z pestek tłoczy się olej. Dzisiaj naukowcy co chwilę informują nas o kolejnych odkryciach na temat właściwości tej rośliny. Na początku trochę danych technicznych.



Winorośl Vitis L. to liana pochodząca z krajów śródziemnomorskich, która rozprzestrzeniła się na wszystkie części świata o klimacie umiarkowanym, uprawiana jest również w Polsce. Istnieje bardzo wiele gatunków winorośli, a najbardziej popularna jest winorośl właściwa czyli Vitis vinifera. Surowcem , który się wykorzystuje jest praktycznie cała roślina- owoce, pestki i liście.



Co zawierają winogrona?

Niezbędne Nienasycone Kwasy Tłuszczowe (NNKT)
Stanowią one około 90% składu oleju tłoczonego z pestek i zawierają kwasy linolowy, oleinowy i linolenowy. Poprawiają stan skóry suchej, łuszczącej się, atopowej, a w pożywieniu zapobiegają rozwojowi chorób układu krążenia.

Witamina E
Olej z pestek winogron jest jej głównym źródłem, a sama witamina jest bardzo dobrym antyoksydantem.

Katechiny
To związki o działaniu przeciwzapalnym i przeciwutleniającym, a ich obecność również warunkuje zapobieganie powstawania chorób układu krążenia (głównie miażdżycy).

Resweratrol
To substancja, którą od niedawna zachwyca się rynek kosmetyczny i farmaceutyczny, ponieważ podobno dzięki temu właśnie składnikowi zawdzięcza się długowieczność. Najwięcej znajduje się w skórce i w pestkach. Jest on świetnym przeciwutleniaczem i środkiem przeciwgrzybiczym, hamuje rozwój nowotworów, miażdżycy, wspomaga leczenie cukrzycy, zmniejsza ryzyko zachorowania na chorobę Alzheimera, a także przyspiesza proces odchudzania, poprzez stymulację procesu rozpadu komórek tłuszczowych.

Antocyjany
Są to barwniki roślinne o udowodnionym działaniu hamującym rozwój nowotworów i chorób układu krążenia

Oprócz tych najważniejszych składników są jeszcze kwasy owocowe, składniki mineralne, witaminy (A, z gupy B, C), garbniki, pektyny, karotenoidy, bioflawonoidy, lipidy, białka.



Jeśli chodzi o działanie na skórę, to ekstrakty z winogron zawarte w kosmetykach mają działanie regenerujące, promieniochronne, ułatwiają gojenie się ran, uzupełniają braki w naturalnej barierze ochronnej skóry, stabilizują elastynę oraz kolagen, a bioflawonoidy przyspieszają wchłanianie innych substancji aktywnych. Te wszystkie właściwości sprawiają, że kosmetyki zawierające składniki pochodzenia winogronowego najbardziej nadają się do cer dojrzałych, ale także suchych, atopowych oraz z pierwszymi oznakami starzenia. Czyli praktycznie dla każdego kto przekroczył magiczną barierę 20 lat :)



Czego szukać w składzie INCI?
Wszystkiego co zaczyna się na Vitis Vinifera, może to być Vitis Vinifera Seed Oil czyli Olej z pestek winogron, Vitis Vinifera Fruit Extract czyli ekstrakt z owoców winorośli.

W kuchni polecam stosowanie oleju z pestek winogron do wszelkiego rodzaju potraw, głównie sałatek, tak by spożywać go na zimno, chociaż na ciepło też można, ponieważ olej ten ma wysoką temperaturę spalania. Z kuchni można podkraść trochę oleju i zrobić sobie spa dla włosów, czy relaksujący masaż twarzy. A teraz kiedy jest sezon na winogrona jedzcie ich jak najwięcej!

Miłego winobrania! :)

Ola

sobota, 3 września 2016

Nagietek lekarski czyli jakie skarby kryje ogród

Witajcie!

Zgodnie z wczorajszą zapowiedzią na Instagramie chciałabym dzisiaj przedstawić Wam pewną roślinę, która oprócz kosmetycznego posiada również inne zastosowania, między innymi kulinarne. A ile zdrowotnych właściwości! O tym dalej, a teraz powiem Wam dlaczego piszę o Calendula officinalis  czyli nagietku lekarskim. Jest bardzo prosty powód. To roślina, której wyciągi czy ekstrakty często można spotkać w przeróżnych naturalnych kosmetykach, jest całkowicie jadalna, posiada szereg dobroczynnych składników oraz... rośnie na moim ogródku.



Nagietek lekarski, pochodzi z krajów Morza Śródziemnego, ale w Polsce również często bywa uprawiany. W ogrodach spotkać go można jako roślinę ozdobną, ale szkoda jej nie wykorzystać. W naszym klimacie kwitnie od maja do września, a surowcem do wykorzystania są kwiaty i liście.



Nagietek zawiera wiele substancji między innymi karotenoidy, polisacharydy, flawonoidy, olejek eteryczny oraz antyoksydanty. Ziele to ma działanie przeciwzapalne, bakteriobójcze, wirusobójcze, rozkurczowe, przeciwobrzękowe, ochronne na wątrobę. Stosowany jest najczęściej w formie naparu na dolegliwości układu pokarmowego, na rany, oparzenia, zapalenia spojówek. W kosmetologii najczęściej wykorzystywany jest w preparatach łagodzących, po oparzeniach słonecznych, do cery suchej, wrażliwej i atopowej, a także dojrzałej ze względu na dużą ilość antyoksydantów.



Roślina jest w pełni jadalna, dlatego też w kuchni wykorzystywana jest w sałatkach, pastach do kanapek oraz jako dekoracja potraw. Dużo składników odżywczych zawiera sok wyciśnięty z kwiatów i liści nagietka, dlatego też dodaję go do różnych soków owocowych. Nagietek nie zmienia ich smaku, dlatego bez obaw można go dodać nawet w większej ilości. Poniżej fotorelacja z wczorajszych wariacji na temat soku z nagietkiem :)





W domowych warunkach możemy również wykorzystać nagietek kosmetycznie i samemu zrobić wodę nagietkową. Potrzebujemy kilka kwiatków, obrywany płatki, wlewamy 0,5 szklanki gorącej wody, czekamy około 15-20 minut i gotowe. Taką wodą możemy przemywać buzię po myciu, rano i wieczorem, a przechowujemy koniecznie w lodówce maksymalnie przez kilka dni.

Poszukajcie na swoich ogródkach i działkach, może i u Was rośnie sobie ta urocza roślinka o przepięknym pomarańczowym odcieniu kwiatów. Życzę miłego popołudnia!

Ola


piątek, 2 września 2016

Alterra olejek do włosów suchych i łamliwych z olejem z pestek moreli

Witajcie!

Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić kolejny świetny produkt od marki Alterra. Jest to olejek do włosów suchych i łamliwych z olejem z pestek moreli, ale nie tylko bo w składzie jest cała gama olejów bogatych w wiele składników odżywiających włosy.



Olejek od samego początku budził u mnie wielką nadzieję na poprawę kondycji moich włosów. Bardzo przyjemny, słodki zapach powoduje, że używanie go to sama przyjemność. Niestety trochę się zawiodłam, ponieważ myślałam, że będę go mogła używać jak kiedyś silikonowe serum- na końcówki, po myciu czy suszeniu włosów i będą wyglądały jak przed chwilą ścinane u fryzjera. Tak nie było. Po takim zastosowaniu mamy zagwarantowane tłuste pasma włosów i nadają się tylko do mycia (w najlepszym przypadku, jeśli Wasze włosy na to pozwalają, związania w koczek). Ewentualnie, jeżeli jedną malutką kropelkę rozetrzemy w rękach i nie wetrzemy wszystkiego we włosy może uda się nam nie przesadzić. Ale przecież w składzie są same oleje naturalne, więc nie możemy się spodziewać, że olejek nie będzie tłusty. Z tego powodu znalazłam dla niego inny sposób użycia.



Przed myciem rozczesuję włosy i wcieram w skórę głowy, chwilę masuję, nakładam na całą długość, zawijam w ręcznik, czekam co najmniej godzinę i dopiero myję głowę. Ten rytuał nie zawsze odbywa się z olejkiem Alterry, bo lubię urozmaicać moim włosom pielęgnację i Wam też to polecam, ponieważ każdy olej ma troszkę inne składniki, właściwości i na pewno Wasze włosy również to polubią. Jednak jeśli nie posiadacie różnych rodzajów oleju ten koktajl jest doskonałym rozwiązaniem! Oprócz oleju z pestek moreli znajdziemy w środku olej sojowy, słonecznikowy, ze słodkich migdałów, arganowy i sezamowy. Co za połączenie! Wasze włosy to pokochają!



Oprócz olejów, które wyżej wymieniłam w składzie znajduje się jeszcze składnik pochodzący z olejuy kokosowego zapobiegający odparowywaniu wody (Coco-Caprylate), witamina E oraz kompozycja zapachowa z naturalnych olejków eterycznych. Pełny skład poniżej:

INCI: Glycine Soja Oil*, Helianthus Annus Seed Oil*, Coco-Caprylate, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Argania Spinosa Kernel Oil*, Prunus Armeniaca Kernel Oil*, Sesamum Indicum Seed Oil*, Tocopherol, Parfum**, Limonene**, Linalool**, Geraniol**, Citral**.
*z rolnictwa ekologicznego
**składniki naturalnych olejków eterycznych

Nie wiem czy to jest kwestia tylko tego olejku, czy całej włosowej pielęgnacji, ale po kilku użyciach, włosy są bardziej błyszczące, zdrowsze, mocniejsze i zbierają coraz więcej komplementów :)

Życzę przyjemnej, naturalnej i skutecznej pielęgnacji włosów :)

Ola

czwartek, 1 września 2016

Szampon i balsam do cienkich włosów Rezepte der Oma Gertrude

Dzień dobry!

Witam Was bardzo serdecznie w ten przepiękny wrześniowy dzień! Dzisiaj chciałabym się podzielić opinią na temat dwóch przyjemnych w użytkowaniu kosmetyków do pielęgnacji włosów, a mianowicie szamponu i balsamu z żurawiną, do cienkich włosów, nadających im blasku i objętości.



Obydwa kosmetyki zawierają 98% składników naturalnych i posiadają certyfikat COSMOS, o którym możecie przeczytać we wcześniejszym poście klikając tutaj. Jak podane jest w opisie po polsku nie zawierają SLS, SLES, parabenów, silikonów i PEG-ów, co potwierdza analiza składu INCI. Składnikami aktywnymi są organiczny wyciąg z żurawiny, który wygładza nawilża i nadaje blasku oraz organiczny olejek z pszenicy, który dzięki zawartości bogactwa składników (białek, minerałów) odbudowuje i regeneruje włosy.




Szampon ma bardzo przyjemny, delikatny, owocowy zapach, jest praktycznie bezbarwny i nieco rzadszy niż szampony zazwyczaj, ale nie lejący, także nie ma najmniejszego problemu z uciekającym do kanału kosmetykiem. Pieni się nawet nieźle (chociaż wiem, że to nie jest wyznacznik czystości włosów), ale dopiero przy drugim myciu (zazwyczaj przed myciem nakładam oleje, więc pewnie też dlatego). Doskonale zmywa nakładane przed myciem specyfiki, radzi sobie nawet z olejem rycynowym, a to bardzo duży plus, bo niekiedy zdarzają się szampony, którymi trzeba umyć włosy trzy razy, żeby po wysuszeniu nie pojawiły się tłuste pasma. Po umyciu można rozczesać włosy nawet bez nakładania odżywki (sprawdzałam tylko kilka razy, bo zazwyczaj i tak nakładam odżywkę). Poniżej pełny skład:

INCI: Aqua, Sodium Coco-Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Lauryl Glucoside, Vaccinium Macrocarpon Fruit Extract*, Triticum Vulgare Germ Oil*, Sodium Chloride, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Citrus Aurantium Dulcis Peel Oil, Tocopherol, Citric Acid, Benzyl Alcohol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Limonene.
*z organicznych upraw




Balsam ma zapach taki sam jak szampon, kolor śmietankowo-różowy, konsystencja jest tylko trochę gęstsza niż szampon i uważam ją za zbyt rzadką, ale jest to balsam, nie odżywka, więc może tu tkwi szczegół. Trochę spływa z włosów (bo przecież jak nakładamy na mokre, to balsam się rozrzedza), ale jeśli dobrze wyciśniemy wodę to zalecane 1-2 minuty balsam będzie się trzymał. Można zostawić go na dłużej, zawinąć w ręcznik, ale chyba nie ma po co, bo działanie jest takie samo. Poniżej skład:

INCI: Aqua, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Distearoylrthyl Dimonium Chloride, Cocos Nucifera Oil, Vaccinium Macrocarpon Fruit Extract*, Triticum Vulgare Germ Oil*, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Hydrolyzed Wheat Protein, Tocopherol, Citrus Aurantium Dulcis Peel Oil, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Citric Acid, CI 77491, Limonene.

Co do jakości składu to chciałabym się zwrócić uwagę na Sodium Chloride czyli zwykłą sól. Mimo, iż, poprawia gęstość kosmetyków, może wysuszać i podrażniać skórę, co dla wielu osób jest bardzo ważne w przypadku delikatnej skóry głowy.  Kolejny składnik to Distearoylethyl Dimonium Chloride, na temat którego znalazłam tylko informację, że działa antystatycznie, natomiast nie ma nic na temat szkodliwości czy bezpieczeństwa używania kosmetyków zawierających ten składnik. CI 77491 to tlenek żelaza, który jest naturalnym minerałem o czerwono-pomarańczowo-brązowym kolorze, jest używany w przemyśle spożywczym, a zatem jest uznany za bezpieczny. O wszystkich składnikach, możecie przeczytać tutaj.



Ogólnie jestem zadowolona z tych dwóch kosmetyków. Nie zachwycają, ale nie są złe. Czy dodają objętości? Może trochę tak, ale na pewno nie jest to spektakularna objętość z reklam szamponów w tv, chociaż tego w ogóle się nie spodziewałam. Na pewno dodają blasku. Pięknie błyszczące włosy to coś co uwielbiam, wyglądają wtedy na mocne, zdrowe i przede wszystkim naturalne! Jedynym minusem jest to, że mam trochę puszące się włosy i po suszeniu suszarką, końcówki wyglądają na suche, ale kropla olejku arganowego znakomicie sobie radzi z tym problemem.

Szampon i odżywka nie są drogie, bo w promocji znalazłam nawet za około 13 zł za 500ml. Szukajcie ich w sklepach internetowych! :)

Miłego dnia,

Ola

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Emulsja oczyszczająca granat bio od Alterry

Witajcie!

Mam nadzieję, że każdy z Was skorzystał z tego przepięknego słonecznego weekendu, niestety pewnie ostatniego tego lata... ale ja jestem dobrej myśli, że jeszcze lato na dobre nas nie opuści. A dzisiaj ciąg dalszy kosmetyków z serii z granatem od firmy Alterra. Było ich już kilka, ale to jeszcze nie koniec, dlatego jeszcze przez jakiś czas będą się pojawiać.



Emulsja oczyszczająca to produkt, którego warto wypróbować, nie tylko ze względu na naturalne składniki, ale także na działanie, właściwości pielęgnacyjne. Jak wszystkie kosmetyki z tej serii pachnie przepięknie, ma konsystencję mleczka do demakijażu i można ją zastosować na kilka sposobów. Nadaje się najbardziej do skóry bardzo suchej, ale posiadacze skóry mieszanej, dojrzałej także mogą być z niej zadowoleni.

Jak napisane jest na opakowaniu emulsja "delikatnie oczyszcza" skórę i tak też jest, ale właściwie w zależności od tego jak ją użyjemy. Pielęgnacja skóry suchej, jest możliwa dzięki zawartości oleju z pestek granatu i oleju sojowego. Jeśli chcemy zmyć makijaż, możemy nałożyć emulsję na buzię, wmasować dokładnie w skórę, tak aby makijaż się rozpuścił i tu mamy dwa sposoby zmywania- albo wodą, albo płatkiem kosmetycznym. Jeśli zrobimy to wodą konieczne będzie jeszcze późniejsze przetarcie skóry płatkiem nasączonym np. płynem micelarnym, ponieważ jednak zostają jakieś resztki podkładu. Natomiast jeśli bezpośrednio zetrzemy emulsję mokrym wacikiem makijaż zmyje się niemal całkowicie, łącznie z tuszem do rzęs. Możemy przed użyciem emulsji rozpuścić makijaż jakimś olejkiem do demakijażu, a wtedy oczyszczanie będzie jeszcze dokładniejsze! 



Ten kosmetyk jest też świetnym rozwiązaniem jeśli nie mamy na sobie makijażu. Wtedy nie musimy nawet używać płatków kosmetycznych, wystarczy tylko zmycie buzi wodą. Jest to świetne rozwiązanie, dla tych którzy rzadko się malują a przy tym mają wrażliwą skórę. Po co narażać ją na niepotrzebne tarcie i agresywne zmywanie? :) Skóra po demakijażu jest dokładnie oczyszczona, gładka i nawilżona tak, że sprawia wrażenie nie potrzebującej już żadnego kremu. Oczywiście kremu użyć należy, ale przecież nikt nie lubi tego uczucia ściągnięcia skóry, która domaga się natychmiastowego nałożenia całego opakowania czegoś nawilżającego. Po kilku dniach Wasza skóra będzie na pewno w lepszej kondycji niż dotychczas.

Skład jak to wszystkie produkty Alterry jest świetny, nie zawiera konserwantów, sztucznych barwników, zagęstników itd... nadaje się dla alergików, osób o wrażliwej skórze, miłośników natury, nawet wegan, ponieważ nie ma w nim żadnego składnika pochodzenia zwierzęcego. Kosmetyk posiada certyfikat NaTrue, o którym możecie poczytać w jednym z poprzednich wpisów. Poniżej pełna lista składników, a o wszystkich tradycyjnie możecie poczytać szczegółowo w zakładce składniki.

INCI: Aqua, Glycine Soja Oil*, Alcohol*, Glyceryl Stearate Citrate, Mirystyl Myristate, Mirystyl Alcohol, Cetearyl Alcohol, Caprylic/Capric Triglyceryde, Coco-Glucoside, Xanthan Gum, Butyrospermum Parkii Butter*, Punica Granatum Seed Oil*, Aloe Barbadensis Leaf Juice*, Bisabolol, Ginkgo Biloba Leaf Extract, Tocopherol, Helianthus Annus Seed Oil, Ascorbyl Palmitate, Parfum**, Linalool**, Limonene**, Geraniol**, Citral**, Citronellol**
* z rolnictwa ekologicznego
** składniki naturalnych olejków eterycznych

Spróbujcie, a waż rytuał demakijażu już nigdy nie będzie taki jak do tej pory! Naprawdę! :)

Miłego dnia,

Ola

czwartek, 25 sierpnia 2016

Prosto z polskich lasów, czyli brzozowe kremy Sylveco- lekki krem brzozowy i krem brzozowy z betuliną

Cześć!

Dzisiaj zapraszam do poczytania co nieco na temat kremów z wyciągiem z brzozy marki Sylveco. Uwielbiam tą markę, za to że jest polska, naturalna, a w swoich składach używa półproduktów pochodzących z naszych polskich roślin, drzew, krzewów... Do tego produkty są naprawdę dobre i skuteczne. 



Kremy brzozowe opisuję razem, ponieważ ich skład nie różni się znacząco, przeznaczenie też jest podobne. Są to kremy dla skóry potrzebującej regeneracji, przesuszonej, odwodnionej, a jednocześnie wrażliwej i atopowej. Obydwa nadają miękkość i gładkość skórze, nawilżają, natłuszczają, a w przypadku podrażnień koją, łagodzą i świetnie przywracają skórze równowagę. Teraz trochę o różnicach.



Krem brzozowy z betuliną jest nieco cięższy i tłustszy, ma mniej składników, przez co może się nadawać dla skór bardzo wrażliwych, suchych i alergicznych, które źle reagują na nadmiar różności w składzie. Jest świetnym rozwiązaniem dla zimowej pielęgnacji, w trakcie mrozów na pewno poradzi sobie z ochroną przed przemarznięciem, a latem będzie doskonałym lekarstwem na wysuszoną słońcem skórę. Jego minusem jest to, że może zatykać pory i dla skóry mieszanej może być po prostu za tłusty. Konsystencja jest bardzo gęsta, krem raczej przypomina masło, ale nie ma problemów z nakładaniem i rozsmarowywaniem. Można stosować go na noc, w zimie również na dzień pod makijaż, jeśli nie będzie dla Was za tłusty. Krem należy zużyć jak najszybciej od otwarcia (najlepiej tyle po otwarciu ile zaleca producent, nie pamiętam czy 3 czy 6 miesięcy bo wyrzuciłam dawno temu pudełko) i najlepiej nabierać szpatułką, bo mi po zimie zostało troszkę w słoiczku i po jakimś miesiącu do niego zajrzałam i niestety zjełczał. To w sumie też można uznać za plus, ponieważ to jest dowód na to, że nie ma w nim żadnych drastycznych konserwantów. W składzie główną aktywną substancją jest betulina czyli wyciąg z kory brzozy mający właściwości regenerujące, kojące i łagodzące. Oprócz betuliny znajdziemy w kremie olej sojowy, olej jojoba, wosk pszczeli żółty i olej z pestek winogron, czyli same dobrodziejstwa. Do tego woda na początku oraz stearynian sodu i kwas cytrynowy na końcu i nic więcej nie potrzeba aby stworzyć krem. Naprawdę! Oto pełny skład:

INCI: Aqua, Soja Oil, Jojoba Oil, Vitis Vinifera Seed Oil, Cera Flava, Betulin, Sodium Stearate, Citric Acid



Lekki krem brzozowy natomiast jak sama nazwa wskazuje jest dużo lżejszy, dość rzadki w porównaniu z kremem z betuliną, szybko się wchłania i przede wszystkim nie jest tłusty i nie zatyka porów. Regeneruje, pobudza skórę do syntezy kolagenu i elastyny, nadaje miękkość, elastyczność i sprężystość, nawilża, koi, zabezpiecza skórę, przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych. Świetnie nadaje się do codziennego stosowania, pod makijaż. Co ciekawe zawartość ekstraktu z mydlnicy lekarskiej sprawia, że inne składniki aktywne wnikają w skórę głębiej. Pełny skład poniżej:

INCI: Aqua, Vitis Vinifera Seed Oil, Soja Oil, Xylitol, Sorbitan Stearate & Sucrose Cocoate, Shea Butter, Glycerol Stearate, Argan Oil, Jojoba Oil, Stearic Acid, Cetearyl Alcohol, Benzyl Alcohol, Betulin, Tocopherol, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Alantoin, Xanthan Gum, Dehydroacetic Acid, Saponaria Officinalis Leaf Extract, Lupeol, Oleanolic Acid, Betulin Acid



Malutkim minusem obydwu kosmetyków może być zapach. Jest jakiś taki nijaki, trochę dziwny, ale nie o zapach tutaj chodzi. O wszystkich składnikach jednego i drugiego więcej przeczytacie tutaj.

Polecam te kremy szczególnie osobom o wrażliwych i suchych cerach, a jak przyjdzie chłodna jesień i zima to chyba wszystkim :)

Pozdrawiam cieplutko, bo i cieplutko jest na dworze. Mam nadzieję, że skorzystacie w pełni z pewnie jednego z ostatnich dni ciepłego lata :)

Ola

środa, 24 sierpnia 2016

Lipowy płyn micelarny Sylveco

Witajcie!

Wybaczcie kolejną dłuższą przerwę, ale tyle się działo, że ciężko było się skupić na pisaniu. Wyjazdy i przede wszystkim ślub Kornelii, w którego przygotowania aktywnie byłam zaangażowana zajmowały sporo czasu i emocji. Może i bloga to nie dotyczy, ale muszę to tutaj napisać: było cudownie, przepięknie i szkoda, że już po :)



Ale zabieram się z powrotem do pracy. Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić kolejny cudny kosmetyk marki Sylveco. Lipowy płyn micelarny jest bez wątpienia jednym z lepszych kosmetyków jakie miałam okazję do tej pory używać. Jak zapewnia producent kosmetyk ma "skutecznie usuwać makijaż, łagodzić podrażnienia, wygładzać i zapobiegać wysuszeniu skóry" i spełnia wszystkie te zadania doskonale. Makijaż zmywa bez problemu, radzi sobie nawet z długotrwałymi szminkami, które nie pozostawiają śladu na szklankach i jak wiadomo często nawet żele do demakijażu z SLS-ami sobie z nimi nie radzą. Przyznam szczerze, że to było dla mnie spore zaskoczenie. Nie radzi sobie z wodoodpornym tuszem (posiadam Max Factor 2000 calorie)- nawet nie ma z nim najmniejszej szansy, ale ten tusz zawsze zmywam bardzo długo na zmianę olejkiem, żelem, znowu olejkiem i tak kilka razy aż tusz łaskawie zniknie z moich rzęs. Oczywiście odbywa się to z wielkim podrażnieniem oczu, więc nawet nie spodziewałam się że płyn Sylveco w tym przypadku zadziała. Za to doskonale radzi sobie z podkładem, bo zmywa buzię tak aż wacik zostaje czysty. Oczywiście z cieniami, kredką do oczu i zwykłym tuszem do rzęs nie musi nawet walczyć, bo zmywają się od razu, nawet utrwalone profesjonalnym utrwalaczem, który sprawia, że makijaż staje się wodoodporny. Po zmyciu skóry nie jest ona zaczerwieniona, ma ładny zdrowy koloryt, jest nawilżona, gładka miękka, nic nie piecze, nie swędzi, a zatem myślę, że sprawdzi się u osób które mają skórę wrażliwą i alergiczną. 



Składniki aktywne jakie zostały użyte, a mianowicie ekstrakt z kwiatów lipy szerokolistnej, ekstrakt z liści aloesu i hydrolizowane proteiny owsa są zawarte w składzie w dużej ilości, praktycznie zaraz po wodzie. Ekstrakt z lipy ma działanie nawilżające, kojące, łagodzące podrażnienia, zwiększa elastyczność skóry, zawiera wiele minerałów oraz witaminy C i PP. Aloes działa oczyszczająco, łagodząco, regenerująco, również zmniejsza podrażnienia i zaczerwienienia skóry, jest bardzo skuteczny przy oparzeniach słonecznych. Sok z aloesu korzystnie wpływa na cały organizm i może być spożywany w celach zapobiegawczych i leczniczych. Proteiny owsa mają działanie zmiękczające, ochronne, wzmacniające, a także potrafią wiązać wodę w skórze, przez co zapobiegają jej wysuszeniu. 

Pozostałe składniki to naturalne substancje myjące i kilka konserwantów, ale tych bezpiecznych, niedrażniących, dopuszczonych do użytku w kosmetykach naturalnych. Poniżej pełny skład, a więcej o każdym ze składników możecie przeczytać sobie w zakładce składniki.

INCI: Aqua, Tilia Platyphyllos Flower Extract, Decyl Glucoside, Glycerin, Panthenol, Allantoin, Hydrolyzed Oats, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Lactic Acid, Phytic Acid, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid. 

Jeśli nie próbowaliście naturalnych płynów micelarnych to polecam na początek właśnie ten, bo jest naprawdę wart wypróbowania.

Miłego dnia :)

Ola