środa, 25 stycznia 2017

Szampon przywracający blask Yves Rocher

Witajcie!

Dzisiaj mam dla Was recenzje szamponu do włosów Yves Rocher. Juz dawno go kupiłam, zużyłam pół i jakoś odstawiłam na później.  Teraz go skończyłam i opiszę dla Was jego działanie.

Jest to szampon niewątpliwie mający ładny zapach, bardzo dobrze pieniący, dokładnie myjący, ale trochę wysuszający włosy,  przynajmniej moje. Po myciu moje suche włosy są bardzo sypkie, puszą się i konieczne jest nałożenie odżywki lub maski żeby je rozczesać. Po nałożeniu odżywki (akurat w trakcie również używałam Yves Rocher) nie było problemu z rozczesywaniem, jednak mimo wszystko włosy dalej puszyły się.



Nie dla wszystkich włosów każdy szampon, z resztą tak samo jak z każdym kosmetykiem- nie zawsze jest uniwersalny. Nie za bardzo znam się na włosach, ale napiszę Wam jakie są moje, to łatwiej Wam będzie zdecydować czy do Waszych się nadaje. Moje są lekkie, sypkie, ale podatne, dobrze się układają, a loki od fryzjera trzymają się bardzo długo. Końce mam trochę rozjaśnione, więc to na pewno jest przyczyną przesuszenia. Nie przetłuszczają mi się bardzo, nie muszę ich myć codziennie (na szczęście, bo gdybym musiała to na pewno nie byłyby takie długie), wystarczy tak co dwa-trzy dni, nie prostuję, ale suszę suszarką.



Nie jest to jednak zły szampon, na pewno dobrze się sprawdzi u posiadaczek nieco mniej suchych włosów. Jego zaletą jest z pewnością to ze faktycznie sprawia że włosy się ładnie błyszczą. Jest to szampon przywracając blask, ale nie zawsze oczywiste jest ze to co napiszą na opakowaniu to się zgadza. Ja zauważalnie mogę stwierdzić, że to prawda.

Skład w pierwszym momencie nie zachęca, chociaż na butelce mamy informację, że 98% składników ma pochodzenie naturalne. Laurylosiarczan amonu (INCI: Ammonium Lauryl Sulfate) może się kojarzyć nam ze słynnym SLS-em ale jest to inna substancja myjąco-pieniąca, która nie ma udowodnionego szkodliwego działania, potwierdzono że nie przyczynia się do powstawania raka, jedynie może podrażniać skórę i błony śluzowe. Glycol Stearate- to emolient zmiękczający i wygładzający, pełni również rolę emulgatora, nadaje szamponowi perłowy kolor. PPG-3 Myristyl Ether- o tym składniku ciężko znaleźć informacje, na polskich stronach znalazłam tylko że jest to substancja kondycjonująca, a na jednej z anglojęzycznych (klik) była informacja, że może być on szkodliwy dla środowiska. Nie znalazłam tego składnika na stronie PubChem, być może dlatego że jest to eter dwóch składników i pewnie każdy z nich jest opisany oddzielnie. Polyacrylate-1 Crosspolymer- zagęstnik używany w kosmetykach dla dzieci, jest mało informacji na jego temat. Polyquaternium-10 wygładza włosy, a wytworzony jest z celulozy. Benzalconium Chloride zapobiega elektryzowaniu się włosów.



Chyba pierwszy raz pisze tak dużo o tak stosunkowo krótkim składzie, ale naprawdę nazwy niektórych z nich mogą spowodować, że od razu się zniechęcimy. Jednak większość składników, mimo iż nie zebrano ich na łące ma naturalne pochodzenie i nie oznacza to, że są szkodliwe. Poniżej lista składników, a o każdym z nich, zwłaszcza o tych o których nie wspomniałam wyżej przeczytacie w zakładce składniki.

Pełny skład:

INCI: Aqua/Water/Eau, Ammonium Lauryl Sulfate, Glycol Stearate, PPG-3 Myristyl Ether, Polyacrylate-1 Crosspolymer, Calendula Officinalis Flower Extract, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Benzoate, Parfum/Fragrance, Panthenol, Glycerin, Polyquaternium-10, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Citric Acid, Alcohol, Salicylic Acid, Benzalconium Chloride.

Można wypróbować, może akurat u Was się sprawdzi :)

Buziaki,

Ola

czwartek, 5 stycznia 2017

Kremy na dzień i na noc Ava Laboratorium

Witajcie kochani! 

Dzisiaj mam dla Was trochę informacji na temat kremów na dzień i noc firmy Ava Laboratorium. Kupilam od razu dwa, żeby kompleksowo sprawdzić ich działanie. Skusiłam się na ich kupno z kilku powodów: bogatego składu, certyfikatu Ecocert, dlatego że jest to polska firma oraz ze względu na promocję w Rossmanie. Używam ich od ponad miesiąca i mogę podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami.




Na początek podobieństwa i różnice pomiędzy kremami na dzień i na noc. Obydwa mają delikatny, lekko cytrusowy zapach i kremowy kolor. Ten na dzień jest nieco jaśniejszy. Obydwa są dosyć gęste (na noc trochę bardziej). Myślałam ze będą bardzo tłuste, ale jestem mile zaskoczona, ponieważ nie pozostawiają tłustej, lepkiej warstwy. Możemy nałożyć ich całkiem sporo, a skóra (przynajmniej moja) wręcz pije te kremy- możliwe, że dlatego że jest sucha, wymaga nawilżenia i ochrony, a kremy zawierają bardzo dużo składników potrzebnych skórze szczególnie teraz. Jeśli chodzi o ochronę to z tym jest już troszkę gorzej, bo mam wrażenie ze teraz kiedy jest zimno krem na dzień jest niewystarczający. Myślę, że wiosną i latem będzie dla suchej skóry idealny.






Spokojnie można używać na co dzień pod makijaż, tylko teraz uważajcie na podkłady które mogą wysuszać skórę, bo w zimie wysuszą skórę bardziej, a jeśli do tego nie ma pod spodem wystarczającej ochrony, po jakimś czasie będziecie szukać jakiegoś ratunku. 

Różnic w składzie praktycznie nie ma, jedynie kolejność niektórych składników. Gdyby nie to, że w Rossmanie była promocja "drugi krem gratis" to bym się zdenerwowała. Rozumiem, że skład kremu na dzień i na noc, zwłaszcza jeśli to ta sama linia, nie różni się za wiele, ale żeby tylko kolejnością składników i to kilku na końcu listy? Ja się trochę rozczarowałam, zwłaszcza, że cena tych kremów nie jest taka niska ponieważ w regularnej cenie każdy z nich kosztuje nieco ponad 45 zł. Co nie zmienia faktu, że skład jest dobry i produkty też są w porządku.




Pełna analiza składu w zakładce składniki, a lista poniżej.

Skład kremu na dzień:

INCI: Aqua,Lavandula Angustifolia Flower Water*, Phytosqualan, Olive Oil Eco*, Glycerin, Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate, Olea Europea (Olive) Fruit Oil (and) Hydrogenated Vegetable Oil, Olea Europaea (Olive) Oil Unsaponifiables (and) Glyceryl Stearate (and) Glycine Soja (Soybean) Sterols (and) Beta-sitosterol (and) Tocopherol, Vitis Vinifera Oil, Zea Mays Starch*, Althea Officinalis Root Extract*, Cetearyl Alcohol, Acacia Decurrens Flower Wax, Camellia Sinensis Leaf Extract*, Chamomilla Recutita Flower Extract*, Sodium Dehydroacetate, Zingiber Officinalis Root Extract*, Xantan Gum, Lavandula Officinalis, Cymbopogon Schoenanthus , Dehydroacetic acid, Benzyl alcohol, Potasium Sorbate, Sodium Benzoate. 

Konserwanty identyczne z naturalnymi. *składniki z plantacji monitorowanych. 99,59% wszystkich składników jest pochodzenia naturalnego, 21,77% wszystkich składników pochodzi z plantacji monitorowanych.

Skład kremu na noc:

INCI: Aqua, Lavandula Angustifolia Flower Water*, Phytosqualan, Olive Oil Eco*, Glycerin, Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate, Olea Europea(Olive) Fruit Oil (and) Hydrogenated Vegetable Oil, Olea Europaea (Olive ) Oil Unsaponifiables (and) Glyceryl Stearate (and) Glycine Soja (Soybean) Sterols (and) Beta-sitosterol (and) Tocopherol, Vitis Vinifera Oil, Camellia Sinensis Leaf Extract*, Zea Mays Starch*, Althea Officinalis Root Extract*, Cetearyl Alcohol, Chamomilla Recutita Flower Extract*, Acacia Decurrens Flower Wax, Zingiber Officinalis Root Extract*, Sodium Dehydroacetate, Xantan Gum, Lavandula Officinalis, Cymbopogon Schoenanthus, Dehydroacetic acid, Benzyl alcohol, Potasium Sorbate, Sodium Benzoate. 

Konserwanty identyczne z naturalnymi. *składniki z plantacji monitorowanych. 99,61% wszystkich składników jest pochodzenia naturalnego, 18,15% wszystkich składników pochodzi z plantacji monitorowanych.


Jeszcze kilka słów o rozprowadzaniu. Jeśli rozcieramy krem na skórze nie wchłania się tak szybko, co pokazuje pierwsze zdjęcie poniżej, natomiast po wklepaniu natychmiast wszystko się wchłania (drugie zdjęcie).




Podsumowując: polecam te kremy jak najbardziej, szczególnie jesienią i wiosną, chyba że nie macie problemów z suchą skórą, to również teraz będziecie zadowoleni. Kremy nie są tłuste, zatem posiadaczki błyszczących się cer też mogą być zadowolone. Jednak uważam, ze najlepiej kupić sobie jeden z nich, ponieważ kupowanie obydwu zwyczajnie nie ma sensu.

Miłego dnia!!

Ola

wtorek, 3 stycznia 2017

Balsam do ust Miód i Wanilia od Wytwórni Mydła


Witajcie Kochani!

Zima trwa i trwać będzie jeszcze co najmniej dwa miesiące, niskie temperatury, suche powietrze i przemieszczanie się pomiędzy zimnem i ciepłem nie sprzyja pielęgnacji ust. Zazwyczaj są wysuszone, czasem pękają i są bardzo wrażliwe, ale musimy sobie jakoś z tym radzić.



Na pewno pomoże nam w tym balsam do ust z miodem i wanilią z Wytwórni mydła. Swoją pomadkę kupiłam na targach Ekocuda w Warszawie i przy okazji dostałam do przetestowania mydełka, które przepięknie pachną, pielęgnują i oczywiście są naturalne. Te bardzo polecam, ale dzisiaj trochę więcej o pomadce do ust.



W pierwszym momencie po otwarciu możemy poczuć delikatny, przyjemny zapach, który z pewnością przypadnie do gustu każdemu. Pomadka jest dość twarda, dlatego musimy trochę przycisnąć żeby ją nałożyć, ale przez to jest bardzo wydajna i na pewno starczy nam na długo. Opakowanie przeźroczyste, najprostsze jakie tylko może mieć pomadka, ale przecież nie to jest ważne. Ważne, że spełnia swoją funkcję i działa, ponieważ już zdarzyło mi się mieć pomadkę, której nie mogłam zużyć do końca, ponieważ mechanizm (o ile można nazwać to mechanizmem) wysuwania pomadki się zepsuł. Tej jeszcze nie zużyłam, ale czuję, ze nie będzie z nią problemu.



Usta po nałożeniu delikatnie się kleją, ale to akurat uważam za zaletę, ponieważ czuję, że mam warstwę ochronną. Dość długo pomadka się utrzymuje, zatem nie musimy jej co chwilę dokładać. Po dłuższym czasie użytkowania skóra jest miękka, nie łuszczy się, nie pęka, zatem balsam spełnia swoje funkcje. Dzieje się tak dzięki składnikom, z których każdy ma jakąś funkcję pielęgnacyjną. Wosk pszczeli jest bardzo bogaty w witaminy, mikroelementy i kwasy tłuszczowe, idealny wręcz w zimowej pielęgnacji. Olej jojoba, masło kakaowe nawilżają, uelastyczniają skórę dzięki zawartości kwasów tłuszczowych i witaminy E. Masło z mango intensywnie nawilża oraz przyspiesza gojenie drobnych ran. Olej abisyński i masło murumuru nadają połysk oraz tworzą warstwę ochronną na ustach. Zapach wanilii nadaje ekstrakt z żywicy benzoesowej pozyskanej z drzewa z rodzaju styrak.



Oto pełny skład, a więcej w zakładce składniki:

INCI: Cera Flava, Jojoba Seed Oil, Astrocarya murumuru Seed Butter, Mango Seed Butter, Crambe Abyssinica Seed Oil, Theobroma Cacao Seed Butter, Styrax benzoin Resin Extract.

Ja jestem bardzo zadowolona z działania tej pomadki. Jej cena to tylko 10 zł, a kupić ją możecie na stronie Wytwórni Mydła. Spróbujcie także mydełek, w szczególności Lavendlove oraz Ryż i Migdały :)

Miłego dnia,

Ola

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Odżywczy płyn micelarny i tonik 2 w 1 od Vianka

Witajcie w Nowym Roku!

Na początku życzę Wam wszystkiego najlepszego w Nowym Roku, spełnienia marzeń, dążenia do celów, realizacji planów i dużo, dużo uśmiechu :)

Dzisiaj pod lupę chciałabym wziąć płyn micelarny/tonik z ekstraktem z nagietka, do każdego rodzaju cery z firmy Vianek. O nagietku i jego właściwościach mogliście przeczytać latem, kiedy kwitł u mnie na ogrodzie i robiłam z niego tonik i sok (klik). Jak można się spodziewać jest to bardzo dobry produkt, z którego z pewnością większość z Was będzie zadowolona. Z racji tego przejdźmy do konkretów.



Z etykiety możemy się dowiedzieć, że jest to połączenie produktu do zmywania makijażu z tonikiem o łagodzącym działaniu. Zatem spodziewać się można, że nadaje się do wrażliwych skór. Ja specjalnie wrażliwej nie mam, ale przy pierwszych kilku użyciach czułam lekkie uczucie szczypania. Później już nie, więc być może moja skóra była czymś podrażniona wcześniej. Doskonale zmywa makijaż, co zachwyca mnie we wszystkich płynach micelarnych Sylveco. Radzi sobie z mocnym wieczorowym makijażem, łącznie z tuszem i matową pomadką z Wibo, która tak się trzyma na ustach, ze nie odbija się nawet na szklance. Odżywcze działanie oleju rokitnikowego, z pestek moreli i lecytyny sojowej można wyczuć już po kilku użyciach- skóra jest miękka, gładka, nawilżona. Pantenol i nagietek łagodzą podrażnienia, zatem bez obaw możemy trzeć skórę podczas demakijażu- oczywiście to żart, zawsze obchodzimy się ze skórą delikatnie starając się jej nie naciągać.

Ogromny plus za zapach bo jest po prostu przecudowny!!!



Poniżej pełny skład INCI, nie ma się do czego przyczepić (no może maleńki minusik za te substancje zapachowe, które jednak mogą uczulać, co nie zmienia faktu, że zapach jest wspaniały), a jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o składnikach to zapraszam do zakładki składniki:

INCI: Aqua, Decyl Glucoside, Glycerin, Calendula Officinalis Flower Extract, Propanediol, Panthenol, Prunis Armeniaca Kernel Oil, Hippophae Rhamnoides Oil, Lecithin, Citric Acid, Phytic Acid, Cocamidopropyl Betaine, Benzyl Alcohol, Parfum, Dehydroacetic Acid, Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal, Lilial, Coumarin.


Z czystym sumieniem polecam


Buziaki,

Ola

środa, 28 grudnia 2016

Pielęgnacja dłoni w zimie

Witajcie kochani! 

Minęło sporo czasu odkąd ostatni raz pisałam do Was, ale ciągle jestem w pracy, pogoda nie zachęca do działania, dzień strasznie krótki i tak zleciało. Dzisiaj w końcu zebrałam się w sobie i chciałabym się z Wami podzielić wiadomościami o tym jak dbać o skórę dłoni zimą. Co prawda wielkich mrozów jeszcze nie było (przynajmniej w okolicy Wrocławia), ale temperatury w okolicy nawet kilku stopni na plusie potrafią zaszkodzić naszej skórze. Ja już czuję, że jest ona troszkę przesuszona, ale staram się na wszelkie sposoby temu zapobiegać.

Jakie są przyczyny przesuszania skóry na dłoniach?
Jeśli problem nie jest związany z żadną chorobą, kontaktem z chemikaliami i pojawia się dopiero kiedy robi się zimno na dworze, na pewno wiąże się to z obniżoną temperaturą na dworze i ogrzewaniem w pomieszczeniach. Kiedy zaczyna się sezon grzewczy powietrze w domach, w pracy zaczyna być bardzo suche, zwłaszcza jeśli ogrzewa się pomieszczenie klimatyzacją (często bywa tak w pracy). W takich warunkach z naszej skóry woda odparowuje dużo szybciej. Wychodząc na dwór wysuszona skóra bardziej narażona jest na niską temperaturę, ponieważ ma zaburzoną warstwę ochronną. Zimą również ma znaczenie mróz, częściej wiejący zimny wiatr, dlatego dobrze jest nie narażać skóry na te czynniki. Jak to zrobić?

Po pierwsze- rękawiczki.
Nie zapominajmy o nich nigdy, nawet jeśli wydaje się nam, że nie jest aż tak zimno, że przecież będziemy na dworze tylko chwilę (np. podczas dojścia z domu do samochodu).

Po drugie- dokładne wysuszenie rąk.
Zwłaszcza jeśli zaraz wybieramy się na dwór- to wtedy powinno być to naszym obowiązkiem. W pomieszczeniu także, ponieważ z wilgotnej skóry szybciej wyparowuje woda jeśli powietrze w pomieszczeniu jest suche.

Po trzecie- smarowanie rąk kremem.
Oczywiście o jak najbardziej naturalnym składzie i najlepiej po każdym myciu rąk. Wiem, że może to być uciążliwe, bo nikt nie lubi klejącej klawiatury, telefonu, a zwłaszcza tłustej kartki papieru, po której później nie da się nic napisać długopisem. Wystarczy naprawdę odrobinka kremu, a jeśli za każdym razem nie chcemy smarować całych rąk to wystarczy tylko z wierzchu, bez smarowania powierzchni dłoni. Unikajmy parafiny i wazeliny w składzie, bo te składniki nigdy w życiu nie nawilżą skóry, a wręcz doprowadzą do jeszcze większego jej wysuszenia.

Po czwarte- peelingi.
Jeśli skóra zaczyna być szorstka to raz w tygodniu możemy sobie zrobić peeling, a po peelingu nałożyć grubszą warstwę kremu lub jakąś maskę na dłużej. Można założyć na to foliowe rękawiczki dla podwyższenia temperatury i szybszego wchłaniania kosmetyku. Jeśli chodzi o peeling to doskonały będzie ten z miodu i cukru, o którym pisałam jakiś czas temu (klik). Sam miód też będzie pielęgnował skórę i ją zmiękczy. Najlepiej przeczytajcie sami.

Spróbujcie na początek tych czterech prostych kroków, a z pewnością zobaczycie poprawę stanu skóry swoich dłoni. Pamiętajcie, że zima tak naprawdę się jeszcze na dobre nie zaczęła, więc problem suchej skóry może jeszcze trochę potrwać, ale wystarczy uzbroić się w cierpliwość, a przede wszystkim w systematyczność.

Trzymajcie się cieplutko :)

Ola

piątek, 4 listopada 2016

Czas na miód!

Witajcie Kochani!

Na dworze zimno, kolorowe liście spadają z drzew, a Wy pewnie się zastanawiacie się jak przetrwać tę porę bez przeziębienia, katarów i bolących gardeł. Mnie niestety dopadł katar i między innymi do wzmocnienia organizmu używam miodu, który pewnie każdy z Was ma w swoim domu. Różne rodzaje miodu mają różną konsystencję, kolor, smak i właściwości, ale ogólnie wszystkie są dobre o tej porze roku (w innych porach też, ale szczególnie teraz możemy zauważyć ich dobroczynne działanie).



Jak już wspomniałam różne gatunki miodu mają zawsze trochę inny skład,a nawet wśród jednego gatunku te wartości mogą być różne ze względu na warunki pogodowe, szerokość geograficzną i wiele innych czynników, ale zazwyczaj oscyluje to wokół takich wartości:

  • Węglowodany około 70-80%
  • Woda około 20%
  • Kwasy organiczne do 1,2%
  • Witaminy: A, z grupy B, C, D, H, K, PP
  • Pierwiastki takie jak: wapń, sód, potas, magnez, fosfor, miedź, żelazo, krzem
  • Karotenoidy
  • Antocyjany
  • Flawonoidy takie jak rutyna
  • Związki o charakterze hormonalnym (np. cholina, acetylocholina)
  • Związki azotowe
  • Białka
  • Enzymy

Dzięki bogactwu składników miód ma właściwości lecznicze, wzmacniające odporność, antywirusowe, antybakteryjne, wspomagające w leczeniu przeziębień, jednak by zadziałał potrzebne jest jego systematyczne spożywanie, a nie dopiero wtedy kiedy czujemy, że coś jest z nami nie tak. Tak samo jak ze wszystkimi naturalnymi lekami i kosmetykami- trzeba je stosować długo, żeby zauważyć poprawę. Miód spożywany długofalowo korzystnie wpływa na układ krwionośny (obniża poziom cholesterolu, reguluje ciśnienie krwi) i immunologiczny. Jest też dobrą alternatywą dla osób, które muszą ograniczać cukier w swojej diecie (100 g ma około 300 kcal). Antyoksydacyjne właściwości sprawiają, że miód korzystnie wpływa na organizm pod kątem starzenia i opóźnia je. Oprócz tego ma właściwości łagodzące nie tylko na skórę, ale także na nerwy, ponieważ wykazano korzystny wpływ na łagodzenie stresu.



Wchodząc na stronę Polskiego Związku Pszczelarskiego możemy się dowiedzieć o różnych rodzajach miodu. Bardziej ciekawskich odsyłam do źródła, a poniżej kilka informacji na temat niektórych z nich:

Miód wielokwiatowy- wytwarzany jest z wielu roślin kwitnących w tym samym czasie, wiosną jest jaśniejszy i delikatniejszy w smaku, natomiast latem ciemniejszy i ma bardziej wyrazisty smak. Stosowany jest przy przeziębieniu i grypie, wzmacnia mięsień sercowy i wspomaga leczenie wątroby. 

Miód rzepakowy- płynny, prawie bezbarwny, szybko się krystalizuje i ma konsystencję smalcu, stosowany wspomagająco przy leczeniu chorób układu pokarmowego, krążenia, przeziębień i grypy, przyspiesza gojenie się ran oraz uzupełnia niedobory potasu.

Miód spadziowy- wytwarzany ze spadzi iglastej lub liściastej, miody gęstsze od nektarowych,, zawierają więcej składników mineralnych, mają silne działanie antybakteryjne, antyseptyczne i przeciwzapalne, wspomagają układ odpornościowy, stosowane przy przeziębieniu i grypie, zaburzeniach trawienia, chorobach układu krążenia i nerwowego.

Miód lipowy- jasnożółty, o zapachu kwiatów lipy, ma działanie antyseptyczne, napotne, przeciwgorączkowe, nasenne i uspokajające, szczególnie polecany przy leczeniu przeziębień, grypy, kaszlu, anginy, zapalenia zatok, dróg oddechowych, ma wysoką aktywność antybiotyczną.

Miód akacjowy- szczególnie polecany przy leczeniu chorób układu trawiennego, ma działanie uspokajające, wzmacniające i regenerujące, zawiera dużą ilość fruktozy o czym muszą wiedzieć osoby chore na cukrzycę.

Miód wrzosowy- jeden z najlepszych miodów nektarowych o barwie brunatno-czerwonej, nie jest zbyt słodki, ma przyjemny zapach wrzosu, szczególnie polecany przy leczeniu chorób układu moczowego, zwiększa odporność i chroni przed różnego rodzaju zakażeniami.

Miód gryczany- ma kolor herbaciany lub brązowy, zawiera dużą ilość rutyny, dzięki czemu korzystnie wpływa na naczynia krwionośne, jest polecany przy miażdżycy, chorobie wieńcowej i nadciśnieniu, wzmacnia układ odpornościowy, pamięć i wpływa korzystnie na wzrok.

Miód faceliowy- jasnożółty, o bardzo delikatnym smaku, szczególnie polecany przy przeziębieniu i problemach żołądkowych. 




Należy jednak pamiętać, że miód może silnie alergizować wywołując alergię pokarmową lub miejscową na skórze.

Przy okazji posta o miodzie nie omieszkam napisać o wykorzystaniu i działaniu miodu w kosmetyce, ponieważ firmy kosmetyczne i farmaceutyczne często używają tego składnika w swoich produktach:

  • Działa rozjaśniająco, wygładzająco, zmiękczająco, odżywczo
  • Łagodzi podrażnienia, zaczerwienienia, poparzenia słoneczne, spierzchniętą, odmrożoną i suchą skórę
  • Przeciwdziała wypryskom skórnym, oczyszcza skórę, dzięki działaniu bakteriobójczemu przyspiesza gojenie się ran

Większość dobroczynnych właściwości miodu znika w wysokiej temperaturze, dlatego pamiętajmy o tym żeby nie dodawać go bezpośrednio do świeżo zalanej herbaty. Najlepiej żeby miała około 40 stopni. Ostatnio w wielu miejscach wyczytałam, że dobrym sposobem na wzmocnienie organizmu jest picie wody z miodem rano przed śniadaniem, ale miód należy rozpuścić w wodzie wieczorem, tak, aby wszystkie jego składniki były lepiej uwolnione. Oczywiście woda ma być letnia, a rano możemy dodać troszkę ciepłej. Podobno wzmacnia organizm i korzystnie wpływa na układ trawienny. Ja podejmuję wyzwanie i od dzisiaj będę pić codziennie, chociaż wiem, że na obecne przeziębienie prawdopodobnie nie będzie miało to już wpływu, ale zobaczymy później.

Trzymajcie się ciepło i zdrowo!

Ola

środa, 2 listopada 2016

Olej abisyński od Your Natural Side

Witajcie Kochani!

Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić informacjami na temat oleju abisyńskiego firmy Your Natural Side, którego od niedawna używam. Jest to ciekawy kosmetyk, zwłaszcza dla posiadaczek skóry suchej i wrażliwej, dlatego myślę, że sporo osób może być nim zainteresowanych. Ja swój produkt zamówiłam w sklepie Mintishop i jestem z niego bardzo zadowolona. I z oleju i ze sklepu ;) 



Olej abisyński (Crambe Abyssinica Seed Oil) pozyskiwany jest z nasion rośliny zwanej modrakiem abisyńskim, która występuje w środkowo-południowej Afryce. Uprawia się go również w Ameryce Północnej. Roślina ma niewielkie rozmiary (do 1,5 m wysokości), drobne liście i kwiaty o kolorze białym, a w drobnych kulistych owocach znajdują się nasionka, z których wytłacza się olej. 

Olej ma bardzo delikatny słomkowy kolor, prawie bezbarwny, delikatny orzechowy zapach, prawie niewyczuwalny (wiele jest informacji, że olej ten nie ma zapachu ale co wrażliwsze nosy go wyczują). Bardzo szybko się wchłania w skórę, nie pozostawia tłustego filmu, wygładza skórę i ją zmiękcza, pozostawia przyjemną w dotyku. Olej Your Natural Side jest zapakowany w cudowną szklaną buteleczkę z jeszcze bardziej cudowną pipetą, dzięki której ani kropla olejku nie zmarnuje się w żaden sposób. Ogromny plus za to :)



Co zawiera olej abisyński?

  • Kwas erukowy- który stanowi aż 50% wszystkich kwasów tłuszczowych zawartych w oleju, jest silnym przeciwutleniaczem, nadaje się do pielęgnacji skóry starzejącej się, suchej oraz do okolicy oczu. Kwas erukowy jest trujący, dlatego olej abisyński nie nadaje się do spożycia
  • Inne kwasy tłuszczowe- oleinowy, linolowy, linolenowy

Dzięki dużej zawartości kwasów tłuszczowych olej ma właściwości:
  • Regeneracyjne- nadaje się do skór przesuszonych (latem po opalaniu), ale także mających problemy z wrażliwością, atopowej, alergicznej
  • Łagodzące- koi i łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia 
  • Przeciwstarzeniowe- działa antyoksydacyjnie, zapobiega powstawaniu zmarszczek
  • Ochronne- wchłania się szybko w najbardziej zewnętrzne warstwy naskórka tworząc ochronną powłokę, jednocześnie nie pozostawiając uczucia tłustości, co cenić sobie mogą posiadaczki skóry mieszanej i tłustej; chroni przed czynnikami zewnętrznymi takimi jak słońce, mróz, wiatr
  • Nawilżające- utrzymuje odpowiedni poziom nawilżenia poprzez wniknięcie w zewnętrzne warstwy naskórka




Jak stosować?
Na wszelkie sposoby! Jak każdy olej może być wykorzystywany w różny sposób, czyli do skóry włosów i paznokci. Ja tradycyjnie na olejach zazwyczaj robię masaż twarzy, ale przy oleju abisyńskim można dodać jakiś bardziej tłusty olej, żeby masaż można było doprowadzić do końca. Skóra po nim jest aksamitnie gładka i ma ładniejszy koloryt. Nadaje się jako zamiennik kremu, lub jako dodatek do gotowego kremu, balsamu czy serum. Oczywiście przez to, że olej nie jest taki tłusty nadaje się jako serum do włosów na końcówki nawet po myciu, ale w umiarkowanych ilościach. Jako że olej abisyński często używany jest w kosmetykach kolorowych, ponieważ poprawia ich konsystencję, a nie ma koloru ani zapachu ja znalazłam fajne zastosowanie przy robieniu makijażu. Nie wiem jak nakładacie podkład, ale ja nakładam go trochę na buzię i rozprowadzam beauty blenderem. Przed rozprowadzeniem podkładu nakładam na gąbeczkę kroplę oleju abisyńskiego i dopiero blenduję podkład. Skóra jest gładka, rozświetlona, błyszcząca (ale nie tłusta), wygląda świeżo, promiennie, a podkład staje się niewidoczny- ja ten efekt uwielbiam, zwłaszcza, że nie traci się nic na trwałości makijażu.




Podsumowując, olej abisyński jest świetnym kosmetykiem przeciwstarzeniowym, ochronnym, nawilżającym. Uważam, że warto go wypróbować i na pewno może się podobać wielu wymagającym, wrażliwym cerom, które zawsze długo szukają tego co co dla nich najlepsze, nie dlatego, że są wybredne, tylko dlatego, że wielu kosmetyków nie tolerują. Natomiast jeśli chodzi o cery mniej wrażliwe (i do tych zalicza się też moja) to wolę jednak mocniejsze działanie. Dla porównania ostatnio opisywałam olej z baobabu i uważam, że jego działanie jest bardziej wyczuwalne i widoczne. Wybór należy do Was i do Waszych skór.

Pozdrawiam cieplutko!

Ola