środa, 22 marca 2017

The Human Experiment

Witajcie kochani!

Dzisiaj krótko, bo chciałabym polecić Wam do obejrzenia film The Human Experiment, który mówi nam o niewygodnej prawdzie, którą ukrywają przed nami wielkie koncerny produkujące dosłownie wszystko. Jak się okazuje szkodliwe chemikalia znajdują się nie tylko w żywności, kosmetykach oraz detergentach. To również meble, plastiki, akcesoria elektroniczne, ubrania, leki... i wszystko co może nam przyjść do głowy.



Film zrobiony został w 2013 roku, a jego reżyserami są Dana Nachman i Don Hardy Jr. Polecam go wszystkim, którzy choć trochę zainteresowani są zdrowiem swoim i przyszłych pokoleń oraz tym skąd biorą się różnego rodzaju choroby, mimo prowadzenia zdrowego, jak by się wydawało trybu życia. Obejrzeć możecie na platformie Netflix, a jeśli nie macie Netflixa to poszukajcie w internecie bo pewnie gdzieś go można znaleźć.

Buziaki

Ola

wtorek, 21 marca 2017

Artego Dream Mask

Witajcie!

Dzisiaj kolejny kosmetyk z serii nienaturalny, ale dobry. Dream Mask firmy Artego to jedyna maska jaką używałam, która w tak krótkim czasie potrafi zdziałać takie cuda. Nazwa idealnie odzwierciedla jej działanie, a hasło na opakowaniu "Let your dreams be reality" naprawdę nie jest przekłamane.



Dream Mask to kremowa maska o cudownym zapachu, którego nie jesteśmy w stanie pomylić z niczym innym. Jest bardzo gęsta, a przez to wydajna. Już niewielka ilość (taka jedna szpatułka, którą poniżej zobaczycie na zdjęciu) wystarcza na bardzo długie włosy. Dzięki temu, że jest gęsta nie spływa, przez co możemy pozostawić ją na włosach dłużej. Producent zaleca pozostawienie maski na 5-10 minut, ale nawet jeśli od razu ją spłuczemy zauważymy różnicę. Włosy będą idealnie się rozczesywały, będą miękkie, gładkie, lśniące, nie będą się puszyć, ale im dłużej zostawimy ją na włosach tym lepsze działanie, dlatego warto poświęcić jej trochę czasu i pozwolić działać, bo to co robi z włosami jest po prostu genialne. Ja zazwyczaj stosuję ją raz w tygodniu, nakładam na całe włosy po umyciu, zawijam ręcznikiem i po około pół godziny zmywam. Nie ma się co rozpisywać nad działaniem, bo to musicie sprawdzić sami.



Skład to praktycznie same emolienty i wygładzacze syntetyczne. Mają one za zadanie wytworzyć ochronny film na włosach, zapobiegać uszkodzeniom mechanicznym, chemicznym i termicznym (czesanie, farbowanie, suszenie i prostowanie- wszystkie te czynności bardzo niszczą włosy, a jeśli często je wykonujemy naszym włosom potrzeba naprawdę mocnej i skutecznej ochrony, której niekiedy nie uzyskamy kosmetykami naturalnymi). Do tego silikony zawarte w masce mają przedłużać trwałość koloru włosów i uzupełniać ubytki. Behentrimonium Chloride na czwartym miejscu trochę zastanawia- ułatwia rozczesywanie, zapobiega puszeniu się i elektryzowaniu, ale może powodować podrażnienia skóry i oczu. Jest również olej z awokado, olej jojoba, jedwab. Oprócz tego trochę konserwantów (w tym DMDM Hydantoin, z którego może uwalniać się formaldehyd), barwników i substancji zapachowych. Poniżej pełna lista składników, więcej w zakładce składniki:

INCI: Aqua, Myristyl Alcohol, Cetearyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, Bis-Hydroxyethopropyl, Dimethicone, Persea Gratissima Oil, Simmondsia Chinensis, Seed Oil, Parfum, Bis-Isobutyl PEG/PPG-20/35/Amodimethicone Copolymer, Cetyl Ethylhexanoate, Acrylamidopropyltrimonium Chloride/Acrylate Copolymer, Polysorbate 80, Tetrasodium EDTA, Hydrolyzed Silk, Hydrolyzed Sericin, DMDM Hydantoin, Butylene Glycol, Phosphoric Acid, Benzyl Benzoate, Hexyl Cinnamal, Eugenol, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, CI 14720, CI 16255, CI 19140, CI 28440, CI 73015, Methylisothiazolinone.




Po długim użytkowaniu (około roku) nie zauważyłam żadnych negatywnych skutków działania na włosy. Jako, że jest to jedna z niewielu masek, która tak doskonale potrafi poradzić sobie z moimi puszącymi się włosami zaliczam ją do kosmetyków, które mają genialne działanie, ale skład mógłby być trochę lepszy. Tylko pytanie czy jest zły skoro maska działa rewelacyjnie i na dłuższą metę nie szkodzi włosom? To już kwestia do samodzielnego wyboru.

Cena maski to 65,60 zł/500 ml w sklepie Fale Loki Koki. Jest jeszcze wersja 150 ml za 38,90 zł.

Let your dreams be reality!

Ola


niedziela, 19 marca 2017

Mydełka w kostce firmy Alterra

Witajcie Kochani!

Dzisiaj mam dla Was mydełka w kostce od Alterry. Używałam już wszystkich wersji zapachowych, zatem mogę się z Wami podzielić moją opinią na ich temat. Występują w sześciu wersjach zapachowych: róży, oliwki, werbeny i imbiru, lawendy, granatu i pomarańczy. Wszystkie zawierają oleje roślinne, nie zawierają sztucznych substancji konserwujących, zapachowych. To produkty wegańskie, ale nie posiadają certyfikatu Ecocert, jak większość kosmetyków Alterry. Może producent wyszedł z założenia, że nie opłaca się certyfikować mydła, które kosztuje 1,99 zł. Jest w tym jakiś sens. 




Każde mydełko pachnie przepięknie jednak mi najbardziej do gustu przypadły zapachy lawendy i granatu. Dobrze się pienią, dokładnie myją skórę, nie wysuszają jej. Skład każdego z nich różni się bardzo niewiele, a na początku składu zawsze są: Sodium Palmate- sól sodowa kwasu palmowego, dobrze myje, słabo się pieni, ale jest bezpieczna, Sodium Cocoate- kokosan sodu, bezpieczna substancja myjąca, Aqua, Glycerin, Parfum, a różnice w dodatkach zależą od rodzaju mydła: różane zawiera ekstrakt z róży, a oliwkowe oliwę z oliwek, dlatego jeśli jedno przypadnie nam do gustu inne prawdopodobnie też o ile spodoba nam się zapach i kolor. Moim zdaniem są to dobre mydła do mycia rąk. Jeśli ktoś myje mydłem również twarz to takie będzie na pewno lepsze niż tradycyjne, ale generalnie buzię wolę traktować czymś delikatniejszym. Rzadko używam mydeł w kostce i bardzo bym się cieszyła gdyby Alterra wyprodukowała takie mydełka, ale w wersji płynnej.




Poniżej składy każdego z mydełek, a o każdym składniku przeczytacie tutaj:

Róża:
INCI: Sodium Palmate, Sodium Cocoate, Aqua, Glycerin, Parfum, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Rosa Gallica Flower Extract, Alcohol, Sodium Chloride, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Citronellol, Geraniol, CI 77491, CI 77891.

Oliwka:
INCI: Sodium Palmate, Sodium Cocoate, Aqua, Glycerin, Parfum, Olea Europaea Fruit Oil, Sodium Chloride, Tetrasodium Glutamate Diacerare, CI 77289, CI 77492, CI 77891.

Werbena i Imbir:
INCI: Sodium Palmate, Sodium Cocoate, Aqua, Glycerin, Parfum, Lippia Citrodora Leaf Extract, Zingiber Officinale Root Extract, Alcohol, Sodium Chloride, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Citral, Geraniol, CI 77289, CI 77492, CI 77891.

Lawenda:
INCI: Sodium Palmate, Sodium Cocoate, Aqua, Glycerin, Parfum, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Lavandula Hybrida Grosso Herb Oil, Sodium Chloride, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Linalool, Limonene, CI 77007, CI 77891.

Granat:
INCI: Sodium Palmate, Sodium Cocoate, Aqua, Glycerin, Parfum, Punica Granatum Fruit Extract, Alcohol, Sodium Chloride, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Limonene, CI 77491, CI 77891.

Pomarańcza:
INCI: Sodium Palmate, Sodium Cocoate, Aqua, Glycerin, Parfum, Citrus Aurantium Dulcis Peel Oil, Citrus Aurantium Dulcis Fruit Extract, Sodium Chloride, Tetrasodium Glutamate Diacerare, Limonene, Linalool, Geraniol, CI 77491, CI 77492, CI 77891.

Używacie w ogóle takich mydeł, czy wolicie płynne?

Miłego popołudnia!

Ola

piątek, 17 marca 2017

Masło Shea od Indigo Nails Lab

Witajcie!

Dzisiaj mam dla was recenzję masła shea firmy Indigo. Jest to produkt, który mam od niedawna, ale od samego początku się z nim polubiłam, ponieważ cenię sobie w kosmetykach jakość, skład i wielozadaniowość, a posiada on wszystkie te trzy cechy.



Pierwsze wrażenie na pewno należy do zapachu. Jest to masło perfumowane zapachami Indigo i pierwsze na co zwracamy uwagę po odkręceniu wieczka to nieziemski zapach. Indigolicious jest w pierwszym momencie bardzo słodki, później delikatniejszy, ale cały czas bardzo przyjemny i jak chyba wszystkie zapachy Indigo długo utrzymuje się na skórze, nawet po myciu rąk jest wyczuwalny. Masło jak to masło ma konsystencję stałą w chłodniejszej temperaturze, ale przy temperaturze 25-27 stopni zaczyna się w słoiczku lekkie topnienie. Oczywiście w kontakcie ze skórą topi się błyskawicznie i doskonale rozsmarowuje. Jest tłuste, to raczej oczywiste ze względu na skład, trochę czasu się wchłania i tworzy tłustą warstwę, ale pozostawia skórę gładką, nawilżoną, miękką i przyjemną w dotyku. Ja od jakiegoś czasu smaruje sobie tym masłem łokcie i ręce bo niestety zima im bardzo dokuczyła, ale wracają już do normalnego stanu.





Jak już wspomniałam wcześniej masło shea to kosmetyk wielozadaniowy. Oprócz nakładania na skórę  (nie tylko rąk, bo można smarować nim całe ciało, a nawet twarz) możemy aplikować kosmetyk również na włosy i paznokcie. Na włosy świetnie nadaje się jako regeneracja przed myciem- zapachowe doznania nieporównywalne z żadnym innym produktem. Również doskonale nadaje się do odżywczego manicure, który ma za zadanie wzmocnić paznokcie i sprawić, że będą zdrowsze i bardziej błyszczące. Autorką manicure shea jest instruktorka Indigo Katarzyna Zbroińska, której filmik instruktażowy możecie obejrzeć na kanale Indigo na YouTube:



Jeśli chodzi o używanie masełka do ust, to owszem składniki tłuszczowe na pewno regenerują skórę dość szybko, ale mi osobiście przeszkadza na ustach zapach, który po chwili od nałożenia czuję w buzi.



Jeśli chodzi o skład to bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. nie jest to czyste masło shea, bo znajdziemy tu również olej kokosowy olej migdałowy i arganowy, co uważam za plus bo samo masło shea jest bardzo twarde i czasami ciężko je nakładać. Kompozycja składników tłuszczowych regeneruje naskórek, działa przeciwzmarszczkowo, przeciwzapalnie i łagodząco. Samo masło shea ma w sobie naturalny filtr UV SPF 4, zatem jest to zawsze ochrona przed słońcem, witaminy A i E, kwasy tłuszczowe odnawiające płaszcz lipidowy naskórka, chroniąc go przed czynnikami zewnętrznymi takimi jak wiatr czy mróz. Oprócz tego kompozycja zapachowa. Tu kwestia wyboru. Indigo nie reklamuje się, że jest to kosmetyk eko, naturalny czy wegański, więc jeśli komuś nie odpowiada, że w kosmetyku są substancje zapachowe nie musi go używać. Jednak dodam, że zapachy, które są w masełku występują również w kosmetykach takich firm jak Alterra czy Sylveco. Dla mnie w tym przypadku nie ma to znaczenia, nie mam alergii, a zapach jest nieziemski, więc używanie to sama przyjemność. Poniżej pełny skład, a więcej w zakładce składniki:

INCI: Butyrospermum Parkii (Shea) Fruit Butter, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Prunys Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Parfum, Argania Spinosa Kernel Oil, Tocopheryl Acetate, Isomethylionone, Benzyl Salicylate, Benzyl Alcohol, Citronellol, Coumarin, Citral, Hexyl Cinnamal, Citronellal, Geraniol, Eugenol, CI 47003


Jak dla mnie super produkt i nie mogę się doczekać aż wypróbuję inne zapachy :)

Miłego dnia!

Ola

środa, 15 marca 2017

Wzmacniający płyn micelarny tonik 2w1 od Vianka

Witajcie!

Dzisiaj mam dla Was krótką analizę wzmacniającego płynu micelarnego z fioletowej serii Vianka do cery naczynkowej. Ja takiej nie posiadam, jakieś drobne naczynka może się gdzieś znajdą, ale wzmacnianie na pewno nigdy nie zaszkodzi żadnej cerze.



Jest to mój pierwszy produkt z fioletowej linii, który miałam okazję przetestować. Przepięknie pachnie, dobrze domywa makijaż, po kilku pierwszych użyciach skóra lekko szczypała, bałam się o oczy ale spokojnie, nic się z nimi nie dzieje. Zmywa tusz, z pomadką Wibo trochę się męczy, ale daje radę. Skóra po nim jest gładka, miękka, nie ma uczucia ściągnięcia, dobrze nawilżona, oczyszczona i przygotowana do dalszych działań.



Skład bardzo dobry i ciekawy, bo składnikiem aktywnym jest modny ostatnio czarny bez. Modny, ale słusznie bo zawiera witaminę C i rutynę, które wzmacniają naczynia włosowate, działa również antyoksydacyjnie i przeciwstarzeniowo. Kolejnym składnikiem wartym uwagi jest kwas migdałowy, który obniża pH kosmetyku i tym samym pH skóry po użyciu. Dzięki temu płyn micelarny staje się tonikiem i mamy produkt 2w1. Dodatkowo kwas migdałowy nawilża, przyspiesza regenerację i ujednolica koloryt skóry. Skóra naczyniowa nigdy nie powinna zapominać o barierze lipidowej- tu z pomocą przychodzą skwalan i olej ze słodkich migdałów. Poniżej pełna lista, a więcej w zakładce składniki:

INCI: Aqua, Glycerin, Decyl Glucoside, Propanediol, Sambucus Nigra Flower Extract, Squalane, Prunus Amydgalus Dulcis Oil, Pantenol, Mandelic Acid, Cocamidopropyl Betaine, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Parfum.



Ze wszystkich płynów micelarnych Vianka ten u mnie zdecydowanie jest na pierwszym miejscu, chyba ze względu na to niskie pH i zawartość kwasu migdałowego, chociaż mam wrażenie, że odżywczy płyn chyba troszkę lepiej zmywał makijaż. Jak porównamy do Sylveco i Biolaven i odrzucimy kwestię zapachu, to wygra lipowy płyn Sylveco, ale po nim jako toniku z chęcią używałabym fioletowego Vianka :)

A jakie są Wasze ulubione płyny micelarne?

Buziaki

Ola

wtorek, 14 marca 2017

Podkład Naked Skin Urban Decay

Dzień dobry!

Jak już kiedyś wspominałam na blogu pojawią się recenzje i analizy składów kosmetyków, które nie nazywają się naturalnymi, a skład mają dobry, lub takie, do których składów można się przyczepić, ale jednak sprawdziły się i świat się nie zawali jeśli ich użyjemy. Jednym z takich kosmetyków jest podkład Urban Decay Naked Skin. Na pewno jest wegański, więc wszystkim miłośniczkom zwierząt  przypadnie do gustu. Czy miłośniczkom eko kosmetyków? Tego nie wiem, ale jedno jest pewne podkład jest bardzo dobry, trwały i sprawia, że wszyscy się pytają czy mam na skórze makijaż, bo nie widać, a niemożliwe, żeby skóra tak wyglądała bez podkładu.



Podkład ma rzadką, płynną konsystencję, po pierwszej warstwie nie ma mocnego krycia, ale bez problemu możemy je uzyskać dodając drugą (lub trzecią) warstwę. Po jednej warstwie skóra faktycznie wygląda "naked", ale jak po retuszu w Photoshopie- jest  gładka, promienista, z satynowym wykończeniem, nie klejącym, także czasami nie używam na niego pudru. Nie wiem jak w przypadku cer problematycznych, trądzikowych. Z lekkimi zaczerwienieniami sobie radzi, ale jeśli macie więcej do ukrycia pewnie będziecie musiały użyć korektora. Przez to, że jest rzadki trzeba go nakładać dość sporo (bo około 1-1,5 pompki), chociaż już przy niewielkiej ilości zdecydowanie poprawia wygląd skóry. Konsystencja też z drugiej strony jest plusem- podkład jest bardzo lekki, nie widać go na buzi, stapia się ze skórą. Pachnie tak trochę "chemicznie", ale delikatnie, więc na pewno nikomu nie będzie to przeszkadzać. Nie ma tu substancji zapachowych, więc zapach to po prostu wypadkowa składników zawartych w podkładzie, stąd to "chemiczne" skojarzenie. Podkład można nakładać palcami, ale zdecydowanie wolę gąbeczkę Beauty Blender, która mimo rzadkiej konsystencji kosmetyku nie pożera go w dużych ilościach. Kolejnym spostrzeżeniem jest to, że z Beauty Blendera ten podkład spiera się idealnie, nie zostaje na gąbeczce na wieki jak np. Revlon Colorstay, którego zmyć się nie da i prawdopodobnie tak samo nie domywa się ze skóry, tylko tego nie widzimy.



Jeśli chodzi o kolory to tutaj Urban Decay zadbał o to, żeby każdy mógł dobrać sobie odpowiedni kolor, w odpowiedniej tonacji. kolory z końcówką 5, czyli 0.5, 1.5 wpadają w różową tonację, a kolory z końcówką 0, czyli 1.0, 2.0 to złocisto, żółte, ciepłe odcienie. Także jeśli macie bardzo jasną cerę tak jak ja to zwróćcie na to uwagę i nie bierzcie 0.5 w nadziei, że jest jaśniejszy od 1.0, bo są one tak samo jasne tylko mają inną tonację.



Długa lista składników, w dodatku takich, które nie pojawiają się zbyt często sprawiła, że ciężko było przebrnąć przez analizę składu, jednak udało się, czego efekty możecie przeczytać poniżej. Na pierwszym miejscu woda- jest to dość rzadki podkład. Na drugim miejscu Cyclopentasiloxane- związek krzemu, czyli silikon, który wygładza skórę i sprawia, że aplikacja kosmetyku jest bardzo prosta. Ogólnie silikony są bezpieczne dla skóry, nie wywołują podrażnień i alergii, nie mają powinowactwa do skóry i nie wnikają w nią. To dobrze i niedobrze. W podkładzie dobrze, bo chodzi o wygładzenie, a nie wnikanie w skórę, ale jeśli w kremie zobaczymy ten składnik, to można się zacząć zastanawiać. Silikony także ze skóry ciężko zmyć, dlatego tak ważny jest wieczorny dokładny demakijaż, ale jak już wspomniałam wyżej niema z tym problemu. Butylene Glycol- glikol butylenowy wygładza, zmiękcza oraz zapobiega wysychaniu kosmetyku, uznany za bezpieczny w stężeniu do 50%, nierozcieńczony może podrażniać skórę i oczy, jednak nie przynosi żadnych korzyści skórze, może również zapychać pory. Cyclohexasiloxane to również emolient- silikon, tak jak Dimethicone, PEG/PPG-18/18 Dimethicone, Dimethicone/PEG-10/15 Crosspolymer, Dimethicone/Polyglycerin-3 Crosspolymer, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone. Isopropyl Titanium Triisostearate to składnik, który łączy bazę kosmetyku z pigmentami, umożliwia idealnie równomierne rozprowadzenie podkładu, zapobiega spływaniu makijażu i sprawia, że jest on trwały. Stężony może wywoływać podrażnienia skóry. Oprócz tego są jednak przyjemniejsze składniki: ekstrakt z liści zielonej herbaty i liczi, witamina E i C, Tribehenin- czyli naturalny wygładzający wosk, peptydy, kwas hialuronowy, które zapobiegają powstawaniu zmarszczek. Niestety są one w bardzo małych ilościach. Poniżej pełna lista, a więcej w zakładce składniki:

INCI: Aqua (Water/Eau), Cyclopentasiloxane, Butylene Glycol, Silica, Cyclohexasiloxane, Dimethicone, PEG/PPG-18/18 Dimethicone, Sodium Chloride, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol, Dimethicone/PEG-10/15 Crosspolymer, Isopropyl Titanium Triisostearate, Polysorbate 20, Glycerin, Tribehenin, Disodium Cocoyl Glutamate, Sodium Cocoyl Glutamate, Tocopheryl Acetate, Tetrahexyldecyl Ascorbate, Camellia Oleifera Leaf Extract, Carbomer, Polyglyceryl-4 Isostearate, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Hexyl Laurate, Sodium Hyaluronate, Litchi Chinensis Pericarp Extract, Palmitoyl Tetrapeptide-1, Palmitoyl Tetrapeptide-7, Propylene Glycol, Dipropylene Glycol, Sodium Citrate, Sodium Lactate, Tocopherol, Isopropyl Alcohol.

Wszystkie odcienie mogą zawierać:
CI 77891 (Titanium Dioxide), CI 77491/77492/77499 (Iron Oxides)





Podsumowanie

Plusy:

  • Bardzo trwały
  • Nie spływa
  • Nie zmienia koloru!!! uważam, że to wielka zaleta, ponieważ niektóre drogie podkłady posiadają taki feler
  • Nie widać go na skórze przy dłuższym użytkowaniu
  • Nie wysusza skóry
  • Idealny dla miłośniczek makijażu "no makeup"
  • Nie zapycha porów


Minusy:

  • Konsystencja mogłaby być ciut gęstsza, żeby podkład był wydajniejszy


Plus/minus:

  • Cena- dużo i niedużo, w Sephorze kosztuje 165 zł (polujcie na -20%), jak narazie najlepszy lekki podkład jaki miałam, lekkością porównywalny z Lancome Teint Miracle (179zł w Sephorze), ale o niebo lepszy
  • Skład- niby nie ma w nim nic szczególnego, większość to silikony, ale na skórze wygląda świetnie, nie zapycha porów i spiera się z Beauty Blendera, co daje mi nadzieje na to, że nie pozostaje na mojej skórze dopóki nie złuszczy mi się naskórek.


Ze względu na skład nie będę Was namawiać lub odradzać tego podkładu. Ja jestem z niego bardzo zadowolona i uważam, że jeśli coś jest dobre i fajnie się nam tego używa to nie dajmy się zwariować. Ja jestem z niego mega zadowolona i to jest najlepszy podkład jaki do tej pory miałam.

Miłego dnia :)

Ola

poniedziałek, 13 marca 2017

Alterra kremowy peeling do twarzy z żurawiną i witaminą E

Witajcie!

Dzisiaj mam dla Was recenzję i analizę świetnego produktu Alterry, którego jakiś czas temu nie można było u nas w Rossmanie dostać. Witaminowego peelingu do twarzy używam już od dawna i stresował mnie fakt, że kiedy się skończy będę musiała kombinować żeby sprowadzić go z Niemiec. Nie widziałam go u nas w Polsce (może nie zwracałam po prostu uwagi), ale na stronie Rossmana można kupić ten kosmetyk, niestety chwilowo teraz niedostępny ze względu na promocję i premierę, ale pewnie w niedługim czasie się pojawi. Uff co za ulga na sercu, że będę go mogła kupić u nas.



Peeling pachnie cudownie owocowo, co dodaje uroku i sprawia, że pielęgnacja skóry staje się przyjemniejsza. Ma konsystencję gęstego kremu, przez co jest bardzo wydajny. Spore, ale delikatne dla skóry drobinki ścierające w postaci krzemionki (widoczne nawet na zdjęciu) sprawiają, że możemy stopniować działanie peelingu od delikatnego do mocniejszego. Oczywiście zależy to od nas samych- od siły i czasu jaki poświęcimy na wykonanie peelingu. Po użyciu skóra jest niesamowicie gładka, delikatna i przygotowana do dalszej pielęgnacji. Doskonałym pomysłem po peelingu jest masaż na jakimś odżywczym oleju. Dla mnie wielkim plusem jest to, że po zmyciu peeling nie pozostawia żadnej tłustej, lepkiej warstwy, którą jak dla mnie zawsze trzeba zmyć, bo wydaje mi się, że kolejne produkty nie będą się wchłaniać. 




Skład jak to Alterra- naturalny i treściwy. Olej sojowy, masło shea, oliwa z oliwek, olej słonecznikowy, witamina E, ekstrakt z nasion kiwi, ekstrakt z żurawiny, ekstrakt z rozmarynu. Cetearyl Alcohol  i Mirystyl Mirystate mogą w czystej postaci zapychać pory, ale po zmyciu nie ma wrażenia, że coś znajduje się na skórze, więc raczej nie ma obaw, ale jeśli macie tendencję do zapychania porów to zwróćcie na to uwagę. Rolę konserwantów pełnią Alcohol i P-Anisic Acid, kwas anyżowy, który jest pozyskiwany z biedrzeńca anyżu i ma działanie przeciwgrzybicze. Poniżej pełna lista składników, a więcej możecie przeczytać tutaj:

INCI: Aqua, Glycine Soja Oil*, Alcohol*, Glycerin, Glyceryl Stearate Citrate, Cetearyl Alcohol, Mirystyl Mirystate, Butyrospermum Parkii Butter*, Silica, Olea Europea Fruit Oil*, Parfum**, Tocopheryl Acetate, Actinidia Chinensis Seed Extract, Vaccinium Macrocarpon Fruit Extract, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract, Helianthus Annuus Seed Oil, Xanthan Gum, Olus Oil, Tocopherol, Linalool**, Sodium Hydroxide, Alcohol, P-Anisic Acid, Limonene**.
*składniki z certyfikowanych upraw organicznych
**składniki pochodzące z naturalnych olejków eterycznych




Jeśli jeszcze nie upolowaliście to bardzo polecam!!!

Ola